Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potok słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potok słów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lutego 2017

Potok słów: przemyślenia szpitalne

Ostatni tydzień spędziłam w szpitalu.

Przeczytane książki: 0
Przeczytane strony: 0.

Zdjęta bólem nieraz nie mogłam zasnąć. Nie mogłam czytać książek. Nie wychodziłam na spacerki po korytarzu, bo dział zakaźny, a po co mi kolejne choróbsko. No i jeszcze… nie wiem czy tylko na tym oddziale tak jest, czy na wszystkich – drzwi do sali chorych pootwierane. Niby nie chce się patrzeć na innych chorych leżących w łóżkach, ale ciekawość jest silniejsza i nieraz gdzieś tam oko (jedno, bo jedno, ale zawsze, bo drugie  chore) łypnęło. I zobaczyło to, czego nie chciało zobaczyć, czyli nieszczęścia ludzkie w białej pościeli.

Najłatwiej będzie napisać w punktach.

1. Może to karmienie próżności, ale w granicach normy. Już nigdy nie pomyślę, że jestem brzydka, że powinnam mieć dłuższe nogi, dłuższe rzęsy, większe oczy, gęstsze włosy czy cokolwiek innego. Jestem ładna, taka jaka jestem, i wszyscy jesteśmy właśnie tacy, jacy powinniśmy być. Odpowiedni. Czasem można źle wyglądać czy być zaniedbanym, ale każdy jest odpowiedni. Przez ostatni tydzień połowa mojej twarzy była tak zeszpecona, że trudno było spojrzeć w lustro. Taki Quazimodo, albo bokser po nokaucie. Swoje zdjęcie miałam odwagę wysłać tylko najbliższym przyjaciołom. 

Dopiero gdy na własnej skórze poczułam (i zobaczyłam!) jak choroba może zeszpecić wygląd człowieka, doszłam do wniosku, jakie to są pierdoły przejmować się, że np. nie zdążyłam się pomalować przed pracą, czy że paznokcie wymagają natychmiastowego piłowania. Dbanie o siebie – pewnie że tak. Ale przy braku narzekania co do własnego wyglądu, który tak naprawdę jest dobry. Zazwyczaj szczupłe dziewczyny mawiają „ale jestem gruba”, sama nieraz łapałam się na jakichś „jestem szczupła, ale mam brzuszek” albo chciałam mieć bielsze zęby. Bez sensu. Jestem ładna i już, i wszyscy jesteśmy ładni.

2. Inni pacjenci
Mimo że byłam w dwuosobowej sali, gdzieś z oddali dochodziły głosy nieszczęść.
Wspomniane wyżej oko nieraz łypnęło na kobiecinę anorektyczkę. Zza drzwi widać było jedynie nogi – czyli w zasadzie same kości – pieluchę i cewnik moczowy (tak to się nazywa?). Któregoś dnia słyszałam jak woła do pielęgniarki: „nie dość, że jestem gruba, to jeszcze (…)”. Płakać się chce.
Z tej samej sali szpitalnej dochodziło od kilku dni rzężenie. Okazało się, że to nie jakieś zwykłe inhalacje, tylko drenaż opłucnej. Wystarczy zobaczyć w google, jaką grubą rurę wbijają pacjentowi w płuco. Ciarki przechodzą.

3. Sala
Pani, z którą leżałam na sali, ma 74 lata, leczy się na boreliozę. To kobieta, która pokazała mi czym jest zwykła, bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi oraz pokora, a także cierpliwość i pasja. Było mi głupio i wymagało dużej pokory, aby prosić ją o pomoc; bo ta starsza pani była w tej chwili zdrowsza ode mnie i bardziej „na chodzie”. Podawała jedzenie i przynosiła herbatę, kiedy byłam przykuta do łóżka kolejnymi kroplówkami. Nie skarżyła się na ból i całe dnie dziergała na szydełku przepiękne róże, od rana do wieczora! Silna kobieta!

4. Babcia Zosia
Chciałam ją poznać, od kiedy usłyszałam gdzieś z oddali jej wołanie: „Ja jestem babcia! Ja mam 91 lat!”. Nigdy nie widziałam pani Zosi, za to słychać ją było na całym oddziale, tak głośno opowiadała. O wszystkim i o niczym, czasami mając słuchaczy (rodzina) a czasem nie. W zasadzie chyba obie opcje jej odpowiadały. Pani leżąca, starowinka, a jednak o donośnym głosie i niezwykłej pogodzie ducha. Czasem jedną nogą była już w „tamtym świecie”, np. kiedy zmieniano jej opatrunki na nogach, nie wiedziała, że w ogóle ma jakieś rany. Kiedy pielęgniarka jej to uświadomiła, babcia rzekła: „Aaa… to kotki mnie pogryzły! Raz, dwa, trzy!”. Czasem wykrzykiwała „Chodźcie do mnie wszyscy!” albo „kiciusiu… kici kici, no chodź, kici kici!”. Opowiadała o swoim życiu. Kilka razy dziennie rozpoczynała różne historie: o swoich siostrach, o hitlerowcach, o jakichś majorach, często o wojnie. W nocy chciała wstawać, mimo że pewnie od wielu miesięcy nie zrobiła ani kroku. Harcowała do 4 rano opowiadając historie. Codziennie odwiedzała ją rodzina. Niesamowicie pogodni, cierpliwi ludzie. Babcia Zosia wyglądała na szczęśliwą. Pozazdrościć tak silnego organizmu. Została wypisana do domu szybciej niż ja.

5. Odwiedziny
Zastanawiałam się, czy na oddziale zakaźnym można odwiedzać pacjentów. Okazało się, że nie ma żadnego problemu, można siedzieć nawet do 22-giej. Dziękuję wszystkim, którzy przezwyciężyli obawy i odwiedzili. Dziękuję tym, którzy w ten dziwny czas byli przy mnie myślą, mową, modlitwą, obecnością. Jakoś łatwiej było to przetrwać… Dziękuję tym, którzy czytali na głos książkę!

6. Posiłki w szpitalach
Fuj. Fuj. Dziękuję wszystkim, którzy dokarmiali mnie z zewnątrz!

7. Szacunek dla pielęgniarek całego świata! Babki robią taką robotę, że głowa mała!

8.  Dbanie o zdrowie

Lekarze i pielęgniarki byli zaskoczeni, że półpasiec dopadł akurat twarz! Radzę wam, dbajcie o zdrowie, nie ignorujcie przeziębień, przedłużającego się kaszlu, ale także chronicznego zmęczenia. Jest taki moment, kiedy organizm mówi STOP, zwolnij. Najwyraźniej przegapiłam ten znak. Nie dbałam o siebie, zerowa odporność, stresy, smutki… No to teraz mam. Możliwe, że zaatakowane oko będzie teraz gorzej widzieć, a ból utrzymywać się 2 lata. Dbajcie o siebie, naprawdę nie jesteśmy robotami! 

Życzę zdrowia i pozdrawiam zimowo - widok z okna :) 

środa, 21 stycznia 2015

Potok słów: Jakoś tak wyszło, że zwyciężyłam w Wyzwaniu Muzycznym :)

Zdjęcie adekwatne - Hania i książki muzyczne
Na początku zeszłego roku na blogu Pożeracz słów znalazłam Wyzwanie muzyczne. Chodziło o to, aby w ciągu roku przeczytać jak najwięcej książek związanych z muzyką (np. biografie artystów). Weszłam dzisiaj na ten blog, patrzę - notka z podsumowaniem Wyzwania, a w niej nazwisko zwycięzcy, czyli osoby, która ze wszystkich zgłoszonych uczestników, przeczytała najwięcej książek muzycznych. Czyje to nazwisko? Moje! Jak super! Wprawdzie wynik nie jest oszałamiający, bo 10 książek to nie jakaś kosmiczna liczba. Teraz tak sobie myślę, że wcale nie spinałam się tym wyzwaniem, nie starałam się czytać jak najwięcej biografii, jakoś tak wyszło po prostu... mimochodem :) Jest mi szalenie miło. 

Skoro już w ciągu zeszłego roku przeczytałam i zrecenzowałam na blogu kilka książek muzycznych, to chciałabym Wam o nich przypomnieć, bo niektóre naprawdę są warte przeczytania (a niektóre mniej;). 




Proszę, oto linki:
1. D. Barack Ratując Amy. Historia bez happy endu
2. N. Brackett Legendarne przeboje rocka
3. J. Cash Cash. Autobiografia
4. J. Hopkins. Elvis. Król rock'n'rolla
5. E. John Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie
6. P. Kowieski, P. Jurek W pogoni za Metalliką
7. P. Kaczkowski 42 rozmowy
8. M. McGinn Coldplay. Życie w trasie
9. Agnieszka Osiecka. Dzienniki 1945-1950
10. A. Osiecka Na początku był negatyw



Według mnie nie można przejść obojętnie obok dzienników Osieckiej i zbioru wywiadów Piotra Kaczkowskiego (42 rozmowy). Za to można przejść totalnie obojętnie, albo nawet z niechęcią i lekką kpiną obok nieudolnej próby ratowania Amy. 

Autorce bloga Pożeracz słów dziękuję za fajne wyzwanie!:)

piątek, 2 stycznia 2015

2014/2015

Rok 2014 mogę podsumować jednym słowem: KONIEC.

Koniec studiów.
Koniec miłości.
Koniec radości.
Koniec złudzeń.

Rok 2015 chciałabym ogłosić rokiem KOŃCA KOŃCÓW.

Koniec końców. Nie wiem, czego dla mnie chce „największy Producent serc we wszechświecie”*. Na pewno przyda mi się cierpliwość. Strasznie chcę ufać, że już teraz doświadczam początków początku. Początku, który jest bardzo, bardzo dobry, mimo że teraz wydaje mi się przerażający i w ogóle nie rozumiem nic i nie chcę tego znosić.

Powinnam jakieś podsumowanie książkowe i muzyczne roku ubiegłego zaserwować. Oceniałam tu sobie, polecałam lub odradzałam, niezbyt często, ale coś się czasem zjawiało na tym blogu. Było kilka fajnych książek, trochę muzyki...

Zapominam o tym wszystkim, bo dziś bez dwóch zdań mówię głośno, że najlepszą muzyką, jaka mi się przydarzyła w 2014 roku, i to stosunkowo niedawno, bo premiera albumu była 3. grudnia, jest płyta Tau. „Remedium”. O, Boże! Tylko tyle i AŻ tyle! O, Boże! Nie spać, słuchać!

„Następne w kolejce jest twoje szczęście, tylko wypłacz je wreszcie!”**



A książka? Robert „Litza” Friedrich i Adam Szustak OP, „Wilki dwa”.


„Człowiekowi, który żyje sam, nie jest łatwo, ale to jest stan, do którego można się przyzwyczaić. Jednak kiedy codziennie widzi się twarze ludzi, którzy mieli kochać, a mają cię gdzieś, to boli najbardziej”***.

Lepszego roku, drodzy. 

* Tau - Made in serce
** Tau - Łzy
*** o. Adam Szustak - Wilki Dwa, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 58.

czwartek, 11 września 2014

Potok słów: nowa jesień!

Czy ja dawałam znać, że nie będzie mnie tu już tak często? Kurcze, nie, a to z tego jednego względu, że moja nieobecność nie była planowana. Codziennie myślę sobie: „wypadałoby coś napisać.... ale może nie dziś?”. Nie wiem, co się stało. Chociaż… chyba po prostu życie mnie dopadło. Inaczej: życie mi się zmieniło. Z dnia na dzień, dosłownie. Trudno mi się przyznać przed samą sobą, że chyba już nie czuję potrzeby pisania recenzji. Przynajmniej nie w takiej formie, jak dotychczas. Chciałabym poskromić moją tendencję do rozpisywania się, bo książki trzeba czytać przede wszystkim, a o książkach można ewentualnie coś "podczytać".  

Nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio na koncercie. JezuMario, dwa lata temu latałam na koncerty co najmniej raz w tygodniu, a zdarzało się, że częściej. Ale spoko, nie czuję, że przez moją malejącą frekwencję na wydarzeniach kulturalnych wdziera się w moje życie jakaś luka. Kiedy poczuję – pójdę na koncert. Po prostu czasem się nie chce, może dopadły mnie czasy, kiedy po pracy wolę wrócić do domu i odpocząć, zamiast iść na miasto. Ano właśnie, praca, już nie studia, i całe szczęście!

Chilluje, chilluje… Jak fajnie, że mnie nie ma, a Wy jesteście! Spojrzałam właśnie na statystyki i humor mi się poprawił. Pewnie będzie mnie mniej, ale będę. A kto wie, może nagle coś się przestawi i będę pisać codziennie.

[dopisane 4 godziny później: pierwszy krok przestawienia właśnie nastąpił: Wrocławskie Towarzystwo Gitarowe szuka wolontariuszy na Festiwal Gitara Plus. Współpracowałam jakiś czas temu z WTG, a w tym roku na Festiwalu wystąpi Jesse Cook, wspaniały, doskonały… Warto się zakręcić ;) Wrocławianie, polecam!]
  
Niezbyt często jestem czegoś stuprocentowo pewna, ale wiem na pewno: TO BYŁO DOBRE LATO. "Nigdy nie będzie takiego lata"... 


Z nieco mniejszą pewnością, ale nieustającą nadzieją mówię: to będzie dobra jesień. Przede mną nowy sezon bębniarski, nowe wyzwania, nowe sytuacje, nowe buty i starzy przyjaciele!

A moje wakacje… - Tfuuu, urlop! – wyglądał tak:



Właściwie moje życie wewnętrzne ostatnio wygląda właśnie tak... Mam nadzieję, że moje widoki na przyszłość również prezentują się podobnie. interpretacja dowolna, jak na mój gust – wspinanie się na szczyty (np. szczyty głupoty :D), poszerzanie horyzontów, bujanie w obłokach i… no właśnie, co jeszcze?

Jeśli macie chwilę, zajrzyjcie tutaj: http://odwaznik-kultury.blogspot.com/

Jeśli macie dwie chwile, upieczcie sernik dla mamy/przyjaciółki/ukochanej/ukochanego! :) 

niedziela, 11 maja 2014

Potok słów: Niestety Eurowizja

Eurowizję wygrał(a) baba z brodą. I nagle wielkie halo, czy Europa jest tolerancyjna. Dyskusje, czy ten biedny człowiek powinien się leczyć, czy może to raczej piękne, że na scenie jest sobą. Poziom artystyczny Eurowizji jest marny, i kwestią gustu jest, czy komuś podobał się występ tej osoby, czy nie. 

Tak czy inaczej, wtrącę swoje trzy grosze, bo mogę. 

Po pierwsze: dla mnie baba z brodą to zgon na miejscu. Przyszłość tego człowieka jest mi obojętna, ale smuci mnie, że ktoś taki zyskuje powszechne uznanie. Jeśli ludzi nie gorszy widok kobiety z brodą, to mam tylko jeden komentarz: jak żyć? 


ŹLE:
Baba z brodą. źródło: http://www.eurovision.tv

DOBRZE:

Baba z wąsem. Trzeba umieć to robić!
 źródło: http://myfreddiemercury.com/
Po drugie:  jeśli już mamy łączyć muzykę z zagadnieniem orientacji seksualnych, to uważam, że Europa (i nie tylko Europa) już dawno pokazała, że JEST tolerancyjna. Freddie Mercury, Dawid Bowie, Elton John, Antony Hegarty, Boy George – słuchając ich twórczości mam szczerze gdzieś, że spali i śpią z mężczyznami, bo bronią się muzyką przez duże M. Baba z brodą się nie broni, sorry. Jeśli ktoś mi powie, że w jej/jego występie chodziło o muzykę, to  wybaczcie, ale „nie przeciągajmy rozmowy, aż tak bardzo się nie lubimy”. Wydaje mi się, że w tym występie chodziło raczej o „patrz, jestem babą z brodą, a i tak (albo raczej DLATEGO) wygram Eurowizję”. A Freddiemu chodziło o to, że „patrz, jestem w związku ze swoim fryzjerem, a i tak moja muzyka jest ponadczasowa”. Nie chodzi o sam fakt, że tamci są wielcy, a baba z brodą nie. Chodzi o to, że albo ktoś robi muzykę i przy okazji jest inaczej zorientowany (i to jest spoko, można i powinno się to tolerować), albo ktoś jest inaczej zorientowany i przy okazji robi "muzykę" (tj. jest babą z brodą wygrywającą Eurowizję). Chała, moi piękni, chała.

Całe szczęście, że w Polsce i na świecie jest tyle fantastycznych festiwali muzycznych, że mam gdzieś Eurowizję, niech sobie będzie, niech cyrk trwa. Przykre jest to, że w TV transmituje się takie dno, ale mam wybór – mogę nie oglądać, ostatecznie nie czuję się w żaden sposób pokrzywdzona.





piątek, 25 kwietnia 2014

Płyta: "100% po polsku", Sony Music, 2013 (część druga)

Kilka miesięcy temu pisałam o płycie „100% po polsku”. Jeśli ktoś nie czytał, link:

źródło: www.empik.com


Recenzowałam tylko pierwszą część dwupłytowego wydania. Chociaż recenzją bym tego nie nazwała, raczej luźnymi spostrzeżeniami. Nadszedł czas na drugą płytkę. Zbierałam się do jej przesłuchania ponad 4 miesiące, doceń!

Będzie trochę czytania, ale zapewniam, że warto, bo są prawdziwe perełki!
Kilka słów, mniej lub więcej, o każdym z utworów.

Marta Podulka – Nieodkryty ląd
Nóżka tupie, przyjemny wokal, pasowałby do repertuaru bardziej jazzowego, jest świeży, słychać uśmiech wokalistki, śpiewającej:

jak się lubi co się ma
cieplejszy wieje wiatr
życie ma lepszy smak


Wiatr, wiatr… „Zły to wiatr – odparło małe stworzenie – który niesie złe wieści” (Neil Gaiman, "Chłopaki Anansiego")

Polskim wokalistą, który śpiewał o wietrze już kilka lat temu, jest Artur Rojek:

cisza i wiatr
słońce i radość
deszcz na Twych skroniach
cóż więcej mógłbyś chcieć
gdy czas kończy się
nic się nie stało
nic się nie stało
kolejny idzie dzień

Oba utwory można uznać za takie lekkie piosenki, przebudzacze, obudzacze, poprawiacze nastroju. Można by się pokusić o wyrwanie i przemieszanie kilku wersów z dwóch utworów i scalenie w jedną piosenkę – nie zmieniłoby tosensu i nie nadwyrężyło jakości tekstu:

Życie ma lepszy smak
cóż więcej mógłbyś chcieć
cieplejszy wieje wiatr
kolejny idzie dzień

Co nie znaczy, że utwory są złe. „Cisza i wiatr” Artura Rojka kilka razy poprawiła mi humor, jest idealna do słuchania w drodze do pracy, na uczelnię, na piwo, w samochodowej drodze na wakacje chyba też. Uniwersalna? Dużo w niej słońca… i wiatru.


Pesymistyczna część mojej osobowości każe mi podejrzewać, że „Nieodkryty ląd” Marty Podulki to najlepszy numer na płycie, swego rodzaju wejście smoka – wejście Marty, i po tym utworze chyba wolałabym, aby kolejne piosenki pozostały właśnie takim nieodkrytym lądem. Ale idę, brnę, słucham dalej, jak idiota, szaleniec!


Ola – Lepszy Świat
Chyba jednak gorszy. Sto trzydzieści osiem dorastających dziewczynek ma taką samą barwę głosu jak Ola, i w ogóle, są w całości takie same jak Ola, czyli żadne, więc śpiewają tylko przy ognisku. Ta Ola postanowiła nagrać piosenkę, albo ktoś za nią zdecydował. Słabiutkie. 

Po deszczu wyjdzie słońce.
Nie wierzysz? - To takie proste!
Rozum mówi ''nie'', Tobą znów kieruje serce!
Po deszczu śladu nie będzie.
Nie wierzysz? - Unieś ręce!
Rozum mówi ''nie'', zimnej kropli nigdy więcej!

Niby optymistyczny tekst, a śpiewa, jakby była najsmutniejszą dziewczynką świata, smutniejszą niż Jula.


Ewa Jach – Przed nami
… nie ma żadnej przyszłości. Ani żadnej przeszłości za nami, na szczęście.


A.D.I. – Wiem, że
Kiedy wpisuję w Google „A.D.I.”, wyskakuje Acceptable Daily Intake, czyli „dopuszczalne dzienne spożycie, wskaźnik określający maksymalną ilość substancji, która zgodnie z aktualnym stanem wiedzy może być przez człowieka pobierana codziennie z żywnością przez całe życie prawdopodobnie bez negatywnych skutków dla zdrowia” (Wikipedia).
Takich ciekawych rzeczy się dowiaduję dzięki tej płytce!
 „Wiem, że” mój wskaźnik ADI w stosunku do słuchania A.D.I. na dzisiaj i na wieki wieków jest już wyczerpany. Nawet nie wiem co to jest. Chyba pop rock, chociaż pop rock pop rockowi nierówny.


Joko – budzi się noc
NIE MAM PYTAŃ! Pierwsze dźwięki – przerażenie. Musicie to zobaczyć i posłuchać! Czy to jest teledysk? Czy jakaś kpina? WordArt na najwyższym poziomie. Wsłuchajcie się dobrze: „Beściebie nie ma mnie, beściebie jest mi źle!”



Looking4 – Czekając na więcej
4 now, this is 2 much 4 me. Śpiewający chłopiec/chłopcy, czekający na więcej.


Kasia Gomoła – Jak chcesz
Nie chcę.


Aleksandra Dźwigała „Alex” – Jak Lew
Kolejna smutna dziewczynka spadająca na dno, bo „życie daje jej w kość i patrzy w nie-boooo, nie-booo, a łzy nieustannie lecąąąąąąą” (nie wiem jak u Alex, ale moje łzy płyną, a nie lecą). Nie poddawaj się, Alex, walcz jak lew! Jak lew Alex z „Madagaskaru”! Ksywa piosenkarki: Alex. Tytuł piosenki: Jak Lew. Przypadek? To nie może być przypadek! Czekam teraz na piosenkarkę o ksywie Julian, śpiewającą piosenkę pt. „Teraz prędkoooooo, zanim dotrze do naaas, że to bez-see-nsuuuu!”




Aspidistra ft. Maciek Pintscher – Noc nie kończy dnia
Tutaj mamy do omówienia dwie sprawy.
Sprawa pierwsza: Aspidistra. Brzmi jak nazwa jakiejś nieodkrytej planety. Ktoś chciał mieć bardzo intrygującą nazwę zespołu, a wyszło na to, że jest „byliną z rodziny szparagowatych, dawniej klasyfikowaną do konwaliowatych, myszopłochowatych, jeszcze dawniej do liliowatych” (Wikipedia). Wciąż poszerzam swoją wiedzę, tym z zakresu botaniki, dzięki tej płytce, która nie powinna nazywać się „100 % po polsku”, ale „+ 100 dla wiedzy zbytecznej, którą pochwalisz się podczas randki aby przerwać krępującą ciszę”. 
Wyobrażacie sobie?:
- Pachniesz konwaliowato niczym aspidistra…

Sprawa druga: Noc nie kończy dnia – to ci nowość. Dziś w programie TAK czy NIETAK sonda: Czy noc nie kończy dnia? Zapraszam do dyskusji na ten temat w komentarzach pod postem!

Szkoda, że piosenka bardzo taka sobie, z wyśpiewanym milion razy zwrotem „Właśnie spełnia się lato z moich snów”. Maciek Pintscher ma dobry głos atrakcyjnego mężczyzny. Zwrotka nawet mi się spodobała, fajnie buja, przyjemnie się słucha, ale refren? Wszystko niszczy.

Aleksandra Pęczek – Nieosiągalny
Piękny, ciepły głos, byłam pewna, że już gdzieś ją słyszałam. Tak, ta słodka dziewczyna występowała w Must be the Music. Ma potencjał. Jest dobra. Lepsza niż Joko, niż Ola, niż Kasia Gomoła. Dużo lepsza. Delikatna, spokojna. Utwór wyróżnia się spośród innych, błyszczy jakimś tam blaskiem, więc spojrzałam do książeczki dołączonej do albumu, żeby zobaczyć, czy Aleksandra tworzy sama, czy ktoś ją wspiera. I proszę, written by Mrozu między innymi.




Goście – Mamy w sobie ogień
Nie macie w sobie ognia. Nie grajcie rocka.


Off Kultura – Znikam
Byli w Teleexpressie. Lekki rock. Przyjemny wokal, przyjemna plumkająca gitara, tekst o niczym.


Nika – Historia życiem pisana
Chyba nie żyłaś.


Sylvia & Robgitarnik – Ty i mój sen
„Właśnie wstaje nowy dzień, twój czuły wzrok już otula mnie”… a u mnie już popołudnie.


Strefa Zero – Wieczny maj
Już miałam kąśliwie pisać, że o maju może śpiewać tylko Kora, ale ugryzłam się w język. Strefa Zero to granie bardzo przyjemne, pozytywne i wpadające w ucho, chętnie posłuchałabym wokalistki Kasi Czarneckiej z zespołem na żywo, np. we wrocławskim klubie Strefa Zero ;) delikatny rock.

Wolny Band – Robię tak
Daniel Moszczyński – sto procent pewności, że już gdzieś słyszałam to nazwisko... Oczywiście, że tak! Moszczyński Pietsch & Bibobit "Plotka", polecam ;) Natomiast tutaj mamy utwór "Robię tak". 
O rany, ucieszyłam się bardzo z tego utworu, z tekstu, z klipu, idealne po prostu, mój numer jeden na „100 % po polsku”. Do tej pory nie wiedziałam, czego szukam na tym albumie, ale teraz już wiem: szukałam właśnie tego! Tak mi się humor poprawił, że już nie mam ochoty słuchać kolejnych utworów. Będziecie wiedzieć o co mi chodzi, sprawdźcie koniecznie i dajcie znać, co myślicie (jeśli w ogóle tu jesteście… jesteście? Jesteś?):

„Śpiewam, bo tutaj refren jest!”. Mega! Jeden z niewielu numerów na tej płycie, który mogę potraktować na poważnie, mimo że wcale poważny nie jest. Co go różni od pozostałych w kwestii (nie)poważności? Premedytacja.


Bloo – Tonę i wiem
Tonę i wiem, że tonie wszystko. To wszystko. Disko polo? Bez sensu.

Bartosz Jagielski – Ile razy mam przepraszać
Jeszcze raz, i jeszcze raz. Poproczek.

Arek Malinowski – sama w ogniu
Kurcze, no żeby tak wszystko na jedno kopyto?

Mariusz Wawrzyńczyk – Jedyny raz
Kolejne kopytko do kolekcji

Filip Moniuszko – Zachłannie
Głos jest, pora jeszcze napisać dobre utwory.


Tyle na dziś. :) 


piątek, 18 kwietnia 2014

Potok słów: Typy Pokutników. Świąt dobrych, fajnych, takich, jakie mają być :)

Wielki Tydzień - wielkie kolejki do spowiedzi. Środa już, myślę, czas na mnie, przejdę się, nie robię wcześniej rachunku sumienia, bo dwugodzinne czekanie w kolejce wystarczy na żal za grzechy całego życia, może nawet te z przyszłości. A, wyspowiadam się na zaś, tak, żeby było już na następne święta, albo na następny wyjazd, czy coś. Na wyjazd? Na wyjazd, bo wydaje mi się, że człowiek przed wejściem na pokład samolotu idzie do spowiedzi. Tak w razie czego. Przed wejściem do autobusu nie. Chyba że jedzie do Grecji autokarem, wtedy spoko. Serio, myślę, że Polak przed podróżą spowiada się. Nieistotne.

Dlaczego piszę o spowiedzi i publikuję to? Nieistotne. Może to jest mój sposób na życzenie wszystkim dobrych Świąt. Albo chociaż na pomyślenie o nich chwilowe.

Tak naprawdę powód jest prosty: ludzie w kościele są interesujący. Halo, nie krzyczcie, że będąc w kościele, zamiast się skupić, rozglądam się wokół. Nie ma Mszy, przede mną ciągle ktoś przechodzi aby stanąć na końcu zabawy w wężyka, tłum, pytania, odpowiedzi, skierowania, przemieszczanie się o 3 kroki do przodu, generalnie LUDZIE, a nie Bóg niestety. Skupię się, jak zostanie jakieś pół godziny na moją kolej.

Spodziewałam się, że kolejka do spowiedzi będzie bardzo długa. W końcu kościół duży, w centrum miasta, obok galerii handlowej. Eee, wejdę, a jak zgłodnieję albo zmarznę, to wyskoczę na pięć minut do maka po burgera albo do osraja po sweterek, ktoś mi zaklepie kolejkę. Zaraz wracam! A potem: Pan tu nie stał! Jak to nie stałem? To jest moje miejsce! Nieistotne. Chodzi o to, że długość kolejki i perspektywa spędzenia w niej około dwóch godzin nie zaskoczyła mnie, od razu zlokalizowałam koniec kolejki i bez wyrazów zdumienia stanęłam tam, gdzie powinnam. I tylko czekałam na rozpoczęcie serialu pt.

Ministerstwo Głupich reakcji i Niezdecydowania

Pan stojący obok mnie chyba też czekał, bo uśmiechał się tajemniczo pod nosem.

Ja i pan stojący obok mnie siłą rzeczy przez chwilę pełnimy rolę najaktywniejszych osób stojących w kolejce. To my jesteśmy wskazywani palcami w odpowiedzi na pytanie „Przepraszam, gdzie jest koniec kolejki?”, a kiedy już osoba pytająca skieruje na nas wzrok, zaczyna się serial, o którym wspominałam wyżej.

Serial jest trochę monotonny, bo składa się z podobnych scen, tylko bohaterowie i ich zachowania ciągle się zmieniają.

Typy zachowań bohaterów:

Typ A: wchodzi do kościoła, bacznie mierzy wzrokiem całą kolejkę ciągnącą się wzdłuż trzech ścian, odnajduje jej koniec i z poker fejsem staje na jej końcu, nie pytając o nic, nie wyrażając żadnych emocji (do tej grupy zaliczam samą siebie).

Typ B: wchodzi do kościoła i staje w kolejce obok pierwszej osoby, którą zauważa. Jest pewny, że to koniec kolejki, i myśli „Ale fajnie, ale mi się udało, jak mało ludzi!”. A tu zonk, to wcale nie jest koniec kolejki, tylko na przykład luka między dwiema ławkami, na których siedzą oczekujący ludzie. Ktoś uprzejmy informuje: „Koniec kolejki jest TAM” (palec wskazujący na mnie), po czym osoba B, spłoszona i przepraszająca, przemieszcza się w odpowiednie miejsce myśląc „A niech to, ale mi się nie udało, jak dużo ludzi!”

Typ C: wchodzi do kościoła, i podobnie jak Typ B, staje w kolejce obok pierwszej osoby, którą zauważa. Ktoś uprzejmy informuje: „Koniec kolejki jest TAM…”. Osoba C udaje głuchą, albo jest głucha, bo stoi dalej. Ludzie obok irytują się i szepcą między sobą, ale przecież nikt nie zwróci uwagi drugi raz.

Typ D: (mój ulubiony): wchodzi do kościoła, pyta kogoś gdzie jest koniec kolejki, po czym na jego twarzy maluje się niedowierzanie i szeroki uśmiech jednocześnie, połączone z uniesieniem brwi. Na początku idzie w stronę końca kolejki pewnym krokiem, potem coraz bardziej zwalnia, jakby się wahał czy idzie dobrą drogą, i kiedy już prawie, prawie jest na miejscu, MYK! - skręca i wychodzi szybko z kościoła bocznym wyjściem.

Typ E – zmodyfikowana wersja Typu D: wchodzi do kościoła, pyta o koniec kolejki, uśmiech, niedowierzanie, brwi, ale połączone z próbą usprawiedliwienia się: „Ach… to ja może przyjdę później, albo jutro” – rzuca w przestrzeń, a potem – MYK, boczne drzwi. Nie przyjdziesz. Ani później, ani jutro. Przyjdziesz przed Bożym Narodzeniem.

Typ F: wchodzi do kościoła, siada w ławce i wyciąga notatki, w końcu sesja się zbliża. Właściwie nie wiadomo, czy przyszedł na Mszę, czy do spowiedzi. Wiadomo, że przyszedł się pouczyć.

Typ G, zwany również Informatorem: jest to osoba, która czuje się zobligowana do kierowania wszystkich w odpowiednie miejsce w kolejce, pilnująca, aby nikt się nie wepchał, i generalnie kierująca ruchem. To właśnie od niej usłyszysz takie zdania jak „Niech ktoś powie tamtej pani, że koniec kolejki jest TAM!”, „Proszę pani, proszę się do mnie przysunąć, to na ławce zmieści się jeszcze jedna osoba, ludzie chcą usiąść!”, „Zimno, zimno… Skurcze łapią…”, „Pan tu nie stał!”, „Pani też do spowiedzi? Tam jest koniec kolejki”, „Niech pani powie tamtemu panu, żeby powiedział tamtym osobom, że mogą już przejść do kolejnej ławki, bo luka się zrobiła”, „Dlaczego tylko trzech księży spowiada?”

Typ H, zwany też Dramatycznym Lemurem: wchodzi do kościoła, i natychmiast na jego twarzy maluje się Dramatic Lemur: 


... który trwa przez kilka sekund, a potem Typ H zmienia się wedle upodobania w Typ A lub Typ D.

KONIEC. No i taka historia właśnie. Kolejny odcinek w grudniu po południu, bo muszę zebrać materiały do niego. 


Moim celem NIE JEST wyrażenie swojego poirytowania czy obrażenie kogokolwiek. To tylko moje luźne spostrzeżenia, podszyte wyobraźnią i poczuciem humoru. Pamiętacie „Ministerstwo Głupich Kroków” Monty Pythona? Stąd właśnie „Ministerstwo Głupich Reakcji i Niezdecydowania”. Oglądaliście skecz kabaretu Hrabi „Typy tancerzy”? Stąd właśnie mój pomysł na typy pokutników. Jestem tym wszystkim rozbawiona, w pozytywnym sensie; mam nadzieję, że ten tekst właśnie tak zostanie odebrany. 




Dobrych Świąt!

wtorek, 25 lutego 2014

Elvis mieszka u mnie w domu! - część druga

Szaleńczo mi miło, że wpis o mojej mamie i Elvisie spotkał się z zainteresowaniem. A jeśli czytelnik chce więcej, to... nie trzeba mnie długo namawiać.

Mama się dość mocno zachłysnęła tematem i z chęcią podjęła współpracę. Współpraca przebiegła pomyślnie i oto, co następuje:

Płyty winylowe Presleya - okazało się, że mama ma ich więcej, niż myślałam! Nie wiem, gdzie je pochowała, ale wpadła dzisiaj do mnie z naręczem winyli, które za chwileczkę tu przedstawię. Sama również zajrzałam do kolekcji, chociaż nie - raczej minikolekcji - naszych domowych płyt winylowych, i znalazłam kilka perełek. Na widok niektórych szczena mi opadła, ale o tym za chwilę, albo nawet w osobnym wpisie. 

Póki co Elvis.

1. Album Rock-And-Roll. Wydany - uwaga - w Bułgarii. Obecnie chodzi na Ebay'u za 25 dolarów. Zawiera utwory z lat 50. Nie wiem skąd mama go wytrzasnęła jakieś 30 lat temu, ale Polak potrafi. Jeśli się przyjrzycie, zauważycie, że usta Elvisa na okładce są przyozdobione ciemnym zygzakiem. Jak się dzisiaj dowiedziałam, była to oznaka mojej radosnej twórczości, kiedy miałam roczek czy dwa. Pewnie oberwałam za to po tyłku ;)




2. Album Elvis LIVE. Wydany we Francji prawdopodobnie w 1981 roku przez RCA Records, o ile dobrze rozumiem francuskie napisy. Mamy rodzinę we Francji, więc w tym przypadku pewnie poczta zadziałała. Suspicious Minds, Can't help falling in love, Blue Suede Shoes, czyli numery najlepsze z najlepszych.









3. Album Separate Ways. "Za tę płytę dałam prawie całą moją wypłatę jakoś na początku lat 80." - mama. "Printed in USA", przez Pickwick International, początkowo wydany w 1973 przez RCA Records. Składanka. 













4. Album Moody Blue z 1977 roku, czyli ostatni album wydany za życia Elvisa. RCA Records. "Printed in Holland", proszę, proszę ;)








5. Album The Elvis Presley Collection. Dwupłytowy, 1984. 

















To właśnie w tę płytę wpatrywała się moja mama robiąc makijaż:






Środek The Elvis Presley Collection. Meega zdjęcie!

6. Album Inspirations z 1980 roku. Piosenki religijne, bo Elvis wierzącym człowiekiem był. Choć kiedy patrzę na font wykorzystany w tytule płyty, myślę sobie, że nawet święty Boże nie pomoże...













7. Album Elvis. Worldwide Gold Award Hits, Parts 1&2 z roku 1974, RCA Records. Pomysłowa okładka według mnie. Znajduje się na niej 25 złotych płyt, na każdej z nich tytuł jednego utworu i data jego nagrania. Super sprawa :) Utwory takie jak Don't Be Cruel czy Hound Dog, czyli złoto w czystej postaci!









8. Jest jeszcze płyta 50 x The King. Elvis Presley's Greatest Songs by Danny Mirror & The Jordanaires, czyli Danny Mirror śpiewa utwory Elvisa, a przygrywa mu zespół samego króla. Made in Romania, łohohooo!












9. Proszę bardzo, zbliżamy się do końca, więc polski smaczek: Wojciech Gąssowski i Love me Tender! Gąsior na motocyklu. Pewnie gdyby było go stać, wsiadłby do cadillaca, ale cóż... Nie, nie nabijam się, ale nie marzę też o przesłuchaniu tej płyty :) Wydane przez WIFON w Opolu, 1981.













10. Na koniec płyta, która zaskoczyła mnie najbardziej, a nawet trochę rozbawiła. Karel Zich, Let me sing some Elvis Presley songs. Made in Czechoslovakia, 1983. Karel Zich jest Czechem. Pomyślcie sobie - Love me tender po czesku?! Jailhouse Rock po czesku? Póki co gramofon mam zepsuty, ale miałam nadzieję, że w necie znajdę wykonania tego mistrza. Nie myliłam się. Posłuchałam sobie In the Ghetto i Love me, a następnie trafiłam na mój hit, nie do pobicia: Blue Suede Shoes, czyli po czesku: 
Nešlap mi na sandály
Polecam! Tyle radości z powodu sandałów ;))


Wrzucam jeszcze kilka zdjęć fanowskiego albumu na cześć Elvisa, który pisała moja mama w pocie czoła na maszynie, oprawiła w twardą okładkę i pewnie podczytuje sobie czasem przed snem. Właściwie jest to biografia Elvisa. Nie przeczytałam jeszcze całego tekstu, ale po przejrzeniu fragmentów zauważam, że mama Baśka pisała bardzo emocjonalnie i szczegółowo, skupiając się jednak bardziej na życiu prywatnym Presleya i jego samopoczuciu, niż na karierze. Tak czy inaczej, włożyła w powstanie tej publikacji wiele trudu! Rok "wydania": 1983.
Okładka. Prosta i gładka, ale myślę,
że i tak oprawienie całości nieźle nadwyrężyło domowy budżet ;)


Strona tytułowa
"Dom króla" - zdjęcia wnętrz Graceland oraz Elvis z żoną i córą




Wycinek z gazety, niestety nie wiem jakiej i z którego roku... 

W Poznaniu działa chyba jedyny w Polsce Fan Club Elvisa Presleya. Cieszy się dużą popularnością, o czym świadczy liczba fanów. Są także członkowie-korespondenci, przyjmuje się dalszych chętnych, poszukuje ponadto wszystkich śpiewających, wzorujących się na Presleyu

Jacyś chętni?




RFN... ;)
Zdjęcia!



Ta gitara podróżowała wraz z nim w szoferce jego ciężarówki, wziął ją ze sobą /w lipcu 1954/ do studia Sun na nagranie swojej pierwszej profesjonalnej płyty.

Miał później wiele wspaniałych, nowoczesnych gitar, lecz nigdy nie zapomniał o staruszce, z którą rozpoczął podbój świata.
Preslei, zdjęcie nadesłane chyba z RFN... :)

Elvis rządzi!

Pamiętamy!


Sporo tekstu :) 
Minęła ósma rocznica jego śmierci, czyli wycinek z gazety z sierpnia 1985 roku, jeśli dobrze liczę

Mam nadzieję, że nie popełniłam  żadnej gafy przy opisywaniu płyt. Jeśli ktoś coś zauważy, proszę krzyczeć. Pozdrawiamy Mamę Baśkę!