Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lutego 2014

Książka: Piotr Kowieski "W pogoni za Metallicą" - spisał Przemek Jurek

Zastanawiam się czasem, a nawet częściej niż czasem, czy pisanie i publikowanie relacji z koncertów ma sens. Dopadają mnie myśli, że fani są zainteresowani raczej zapowiedziami koncertów, niż sprawozdaniami z nich. Jeśli byli na koncercie, to przecież mają własne wspomnienia, po co jeszcze czytać cudze? A jeśli nie byli, to tym bardziej – po co czytać o tym, jak komuś innemu było super? Po to, żeby zdychać z zazdrości i żałować, że się nie pojechało? Po to, aby czytając relację słabego koncertu poczuć ulgę, że nie wydało się kilkudziesięciu złotych na bilet?

Pisanie sprawia mi radość i dzięki temu przeżywam dłużej koncertowe emocje, jednak czasem odnoszę wrażenie, że piszę w pustkę. Zawsze mogę powiedzieć, że robię to dla siebie, prawda? Coś w tym jest, ale gdybym myślała tak w stu procentach, nie publikowałabym moich relacji w sieci.

Zastanawiam się, snuję hipotezy, aż nagle z pomocą przychodzi… relacja z koncertu. Tak, słuchajcie! Przeczytałam relację liczącą sobie ponad 400 stron. Jasne, że nie była to relacja z jednego koncertu. Nawet człowiek wygrywający plebiscyt na lanie wody i pisaniny w stylu „masło maślane”, nie opisałby jednego koncertu na tylu stronach. Chociaż, teraz coś mi w głowie świta, była taka książka, widziałam kiedyś w księgarni… O, już wiem. Nazywa się „Koncert”, napisał ją bośniacki pisarz Muharem Bazdulj. Jej akcja dzieje się na koncercie U2 w Sarajewie w 1997 roku. Ale jest to opowieść fabularyzowana, więc nie liczy się. Dlaczego jej wtedy nie kupiłam? Nie wiem. Chociaż chyba już wiem, pamiętam. Wybrałam wtedy „Kochanowo i okolice” Przemka Jurka i coś Kurta Vonneguta, na kolejną książkę nie starczyło kasy. Słowo się rzekło, „Koncert” relacją (w takim znaczeniu jakie mam na myśli) nie jest.

Czy mówiłam coś o maśle maślanym? Albo o odchodzeniu od tematu głównego? Nie? To świetnie.

REWIND

Piotr Kowieski „W pogoni za Metallicą” (spisał Przemek Jurek)

Przeczytałam relację liczącą ponad 400 stron. Relację z koncertów Metalliki. Nie z jednego. Nie z dwóch. Z sześćdziesięciu czterech. Autorstwa tej samej osoby: Piotra Kowieskiego, z kilkoma wtrąceniami jego żony Kasi. Zafundowali mi rajd za Metallicą po prawie całym świecie, opisali każdy koncert, na którym byli, i szczerze przyznaję, że ani przez chwilę się nie nudziłam. Cieszę się, że coś takiego zostało wydane w formie książki. W jakimś stopniu jest to dla mnie terapia pozwalająca uwierzyć, że pisanie relacji z koncertów, opisywanie spotkań z innymi fanami i muzykami oraz dzielenie się emocjami ma sens i znajduje swoich odbiorców!



Koncerty, właśnie... Myślałam, że jeśli pójdę na dwadzieścia koncertów rocznie, to spokojnie będę mogła nazwać siebie maniaczką koncertową. Drodzy, nie! Piotr i Katarzyna Kowiescy -- to dopiero fani przez duże F! To nie jest tak, że zaliczają wszystkie koncerty Metalliki w Polsce. Oni zjeździli 19 krajów w pogoni za Metallicą. W pogoni za Metallicą – książka od fanów dla fanów.

Hania i Hania! fot. Kamil Bartnik
Opowieść o fascynacji muzyką, a przede wszystkim Metallicą, wciągnęła mnie od pierwszych stron. Kiedy przeczytałam, że Piotr Kowieski za czasów PRL odtwarzał muzykę na radiomagnetofonie HANIA, uśmiechnęłam się i pomyślałam: „Piątka, facet!”. Pamiętam, jak słuchałam Maanam i Hey na Hani. Z sentymentu kilka miesięcy temu przyniosłam moją imienniczkę z piwnicy, wyczyściłam i wiecie, że hula? Na dodatek Hania fajnie wychodzi na zdjęciach! Nie że ja - Hania, tylko Hania – radio ;) 


Kolejną „pionę” przybiłam przy słowach:
Wiem, że mnie rozumiecie. Nie ma to jak podzielić się opowieściami o swoich dolegliwościach z ludźmi, którzy cierpią dokładnie na to samo - chodzi o zaraźliwego bakcyla jakim jest uwielbienie do swojego idola.








Piona numer trzy to cytat: Więc jeśli wtedy [w PRL’u] nie miałeś dobrego kumpla, który kumał klimaty i potrafił cię zarazić swoim entuzjazmem [do metalu], słuchałeś Papa Dance i tyle. Sprawdziłam w domowej minikolekcji winyli – mamy płytę Papa Dance z chorobliwie beznadziejną okładką (i odpowiednio podobną muzyką): 
Winyl Papa Dance. Wierzycie w to? Bo ja nie.


Ale:
Jeśli chodzi o pierwszą płytę winylową, to absolutnie nie mam się czego wstydzić. To był album „Helicopters” zespołu Porter Band. Żelazny klasyk. Spoglądam na regał – jest, mamy! Piąteczka!
Winyl Porter Band "Helicopters"

Piątka numer pięć, czyli po piąte (ale nie przez dziesiąte): METALLICA!!!!!!

Jak bardzo rozumiem Piotra i Kasię! Nawet kostka do gry na gitarze złapana po koncercie sprawia im mega radość. Mnie też! Byłam niesamowicie szczęśliwa, kiedy złapałam kostkę na koncercie Deep Purple w zeszłym roku. A spotkanie z idolem, krótka rozmowa z nim i zrobienie wspólnego zdjęcia, to już są wyżyny dobrego samopoczucia. Lepsza może być tylko chwila, kiedy będąc na koncercie artysty któryś raz z kolei, ten artysta zaczyna cię rozpoznawać. Kowiescy opowiadają o sytuacjach, w których Lars Ulrich, James Hetfield czy Rob Trujillo – członkowie Metalliki – zaczęli kojarzyć tę parę stałych bywalców barierek pod sceną. To już jest naprawdę szczyt szczęścia, którego również doświadczyłam. Wprawdzie nie była to gwiazda takiego formatu jak James Hetfield, ale chodzi o sam fakt… Kiedyś gitarzysta jednego z zespołów zauważył mnie przed koncertem, kiedy piłam piwo przy stoliku. Zawołał „Cześć! Przyjdę z tobą pogadać po koncercie!”, a ja byłam tak zaskoczona, że zdołałam odpowiedzieć jedynie „Aaa, ok!”. Taaak, doskonale wiem, co czują autorzy W pogoni za Metallicą w takich chwilach.

Oprócz obszernych relacji z kolejnych koncertów, jest dużo kolorowych zdjęć (a całość na papierze kredowym) z koncertowych wyjazdów, koncertowych pamiątek (setlisty, koszulki, skany biletów) i ogólnie… z wszystkiego koncertowego. Znalazłam niestety kilka edytorskich niedociągnięć, w tym redakcyjnych, ale tak czy inaczej, jestem fanką takich fanów! Chętnie spotkałabym się kiedyś z Piotrem i Kasią pod sceną!


Wydawnictwo Anakonda, Warszawa 2013

Facebook: Wydawnictwo Anakonda - dziękuję!

Biorę udział w wyzwaniu