Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alive. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2014

Koncert: The Sleeping Tree, Wrocław, 9 kwietnia 2014

Wczoraj ponownie zakochałam się… w zakochiwaniu się w muzyce.

Poszłam na koncert. Niby wiedziałam, kim jest wykonawca. Wiedziałam, że jest basistą Mellow Mood, włoskiego zespołu reggae. Ale Mellow Mood do tej pory stanowili dla mnie bliźniacy Garzia, nie zwracałam większej uwagi na resztę zespołu. To znaczy, wiadomo, że gdyby nie pełny skład, Mellow Mood nie byliby tym, kim są. Chodzi mi raczej o to, że nie interesowałam się solową działalnością któregoś z członków zespołu. Na szczęście wczoraj się to zmieniło.

Han i bliźniacy Garzia z Mellow Mood, Reggaeland 2013, fot. Ewa Derehajło-Stasiak


Jeśli ktoś jeszcze nie wie, chłopaki z Mellow Mood koncertują właśnie w Polsce! Mają tu oddanych fanów, byli już na One Love Sound Fest 2012, gdzie zostali bardzo pozytywnie przyjęci, zagrali też na Reggaeland 2013, i teraz wracają na 3 koncerty: 11 kwietnia – Kraków, 12 kwietnia – Wrocław (:)!!!), 13 kwietnia – Warszawa. Znam takich, którzy wybierają się na wszystkie 3 koncerty. Gdyby nie praca, może też bym się skusiła na wyjazd do Krakowa. Ale Wrocław wystarczy. Będzie pięknie!

Wracając do wczorajszego koncertu… Był to występ z serii „znam tylko jedną piosenkę tego artysty, ale idę na koncert”. Siara? Nie, siara by była, gdyby druga część zdania brzmiała „ale i tak jestem fanką”.

Giulio Frausin, fot. Ula Orzełowska
Solowy projekt basisty Mellow Mood, Giulio Frausina, nazywa się The Sleeping Tree, i z reggae ma tylko tyle, że w tekstach utworów przewija się Jah. Muzycznie to raczej gitarowe ballady, podczas których zamykasz oczy i odpływasz, tak ci dobrze. Właściwie niczego się nie spodziewałam po tym koncercie, poszłam tam raczej z zamiarem spotkania się ze znajomymi – fanami Mellow Mood, byłam też podekscytowana, że poznam osobiście Giulio, który jest przesympatycznym, kochanym człowiekiem. Co z tego, że gitara co chwilę mu się rozstrajała? Swoim głosem po prostu czarował. Zarówno śpiewając utwór „Going nowhere” Elliota Smitha, jak i własne kompozycje. 

Gdyby go do kogoś porównać… Jego muzyka skojarzyła mi się z tym utworem: 


A gdy zamykałam oczy, słyszałam – naprawdę! – Anthony’ego Kiedisa z RHCP z gitarą akustyczną w ręku, czasem też Chrisa Martina z Coldplay. Przypominał mi kogoś jeszcze... Ale po co takie porównania, usłyszcie sami – nie Anthony’ego, nie Chrisa, ale Giulio Frausina, we własnej osobie:





Rozpłynęłam się przy tej muzyce. Do tego stopnia, że kupiłam płytę. Bo The Sleeping Tree ma na koncie już dwa albumy. Mam jeden z nich. Z autografem. Ogarnęły mnie same ciepłe myśli o Giulio i jego muzyce, włączam album „Painless” ponownie. Szczerze polecam! Lubię się tak pozytywnie zaskakiwać – przyjść na koncert i wyjść z niego bogatszą o piękną, nową muzykę, o wspaniałego artystę. Przypomniał mi się koncert Marka Lanegana z  Mad Season, kilka lat temu we Wrocławiu. Supportował go  pochodzący z Belgii Lyenn, którego nie znałam, a zdobył moje muzyczne zakochanie tak szybko, jak wczoraj Giulio.



Szaleńczo polecam również sprawdzenie muzyki Mellow Mood:




 Pozdrawiam :) 

poniedziałek, 26 marca 2012

Urodziny Rastamamy w Alive (Gradu Minimo, Non Stop, Mazari) 24.03.2012


24.03.2012 we wrocławskim klubie Alive dzięki projektowi Gradu Minimo po raz kolejny przekonałam się, że nie warto się zamykać na muzykę, słuchając jednego określonego gatunku. Nieco się zdziwiłam, kiedy na scenę wyszedł basista, a za nim, zamiast reszty zespołu, pojawił się facet przy sprzęcie elektronicznym. Zapowiadało się ciekawie, i muszę przyznać, że się pozytywnie zaskoczyłam. Takiego zróżnicowanego grania się nie spodziewałam.

Gradu Minimo to muzyka, w której pierwsze skrzypce grają mocne duby i bas, wwiercające się w uszy i mózg i porywające do nieokiełznanych ruchów. Słychać w tym elementy reggae i dubstepu, do którego nie potrafię się przekonać, ale w tym wykonaniu zabrzmiał nawet nieźle. Wielkie zaskoczenie, a przy tym jest to muzyka do tańczenia, co pokazały osoby oddające się muzycznej uczcie pod sceną. W kilku utworach pojawił się wokal Rastamamy (Mazari), która obchodziła wczoraj urodziny. Cały koncert w Alive odbył się zresztą pod hasłem „Urodziny Rastamamy”.

Non Stop (źródło: www.nonstop.art.pl)
Po 22 na scenę wyszedł punk rockowy zespół Non Stop, rodem częściowo z Kobierzyc. Charyzmatyczny wokalista, Łukasz „Kazik” Kazimierzak od początku złapał dobry kontakt z publicznością, stawiając na pełny luz. Zdaje się, że większość osób przybyłych na koncert to znajomi zespołu, znajomi znajomych oraz reprezentacja Kobierzyc, ale przecież nic w tym złego. Koncert miał charakter kameralny, ma to swoje plusy. Tym bardziej, że zespół nie odstawił żadnej fuszerki i zagrał naprawdę porywająco. Utwory z  wydanej na początku tego roku epki, np. Korporacja wolności słowa, Piwo Tesco mieszały się ze starszymi kawałkami (zespół istnieje z przerwami od 2002 roku), jak np. Manipulacja. Prosty, wpadający w ucho punk, teksty o życiu i polityce, wokal wpasowujący się w tę estetykę, fajna atmosfera pod sceną. Podobał mi się utwór ze wstawkami reggae – pogo mieszało się ze spokojniejszym tańczeniem. Zespół przygotował dla zainteresowanych przypinki ze swoim logo oraz konkurs „kto pierwszy ten lepszy”, w którym nagrodami były jeszcze cieplutkie płyty Korporacja wolności słowa. Podczas koncertu zostało także zaśpiewane „Sto lat” dla solenizantki – Rastamamy.
Strony www zespołu: 

O występie Mazari niestety nie napiszę, nie mogłam na nim zostać. Ale już Gradu Minimo i Non Stop w jednym dniu i na jednej scenie pokazuje, że wspólne koncerty zespołów grających zupełnie różną muzykę nie są złym pomysłem. Oba składy zostały odebrane bardzo pozytywnie, a publiczność była przecież ta sama. 

Recenzja opublikowana na portalu WSA.org.pl