Radio RAM to stacja, dzięki której poznałam mnóstwo dobrej
muzyki (Jose James! Jose James!).
Radio RAM regularnie organizuje Ram Session, czyli koncerty,
które można usłyszeć na żywo ze Studia Słuchowiskowego, kameralnego
pomieszczenia mieszczącego się w gmachu Radia przy Alei Karkonoskiej we
Wrocławiu. Czyli patrzcie: zespół gra sobie na żywo kameralny koncert z
udziałem publiczności (ok. 30 osób), a jednocześnie słuchacze Radia RAM (oraz
Radia Wrocław Kultura) słuchają tego samego koncertu w swoich domach.
29 stycznia redaktor Maciek Przestalski zaprosił słuchaczy
oraz szczęśliwych posiadaczy wejściówek na koncert Janka Samołyka. Miałam
przyjemność tam być! Do Studia Słuchowiskowego w budynku Radia prowadzą kręte
ścieżki, schody i labirynty. Fajnie było się tam znaleźć; miałam ochotę zerwać
wszystkie wiszące na drzwiach koncertowe plakaty i je sobie wziąć :D Ale nie,
nie.
Studio jest kameralne, a atmosfera od razu zrobiła się
bardzo wyluzowana, bo po tym jak zajęte zostały wszystkie krzesła, których było
niewiele, pozostałe osoby siadały na podłodze, na schodach, pod drzwiami, gdzie
popadnie. Fajnie!
Ram Session rozpoczęło się rozmową Macieja Przestalskiego z
Jankiem Samołykiem i pozostałymi członkami zespołu (swoją drogą, super było
„zobaczyć” głos, który umila mi weekendowe przedpołudnia w pracy dobrą muzyką:).
A potem to już czyste poezje i rockandrolle, bo, jak przyznał Janek, wszyscy w
zespole są starymi punkowcami. Jeśli czytaliście relację z poprzedniego koncertu, to wiecie, że muzyka Janka bardzo mi leży i polecam wszystkim
zapoznanie się z jego płytami.
W studio ten koncert brzmiał znakomicie i podejrzewam, że
słuchacze Radia RAM i Radia Wrocław Kultura odnieśli takie samo wrażenie.
Świetna sprawa być na takim koncercie… Wejściówki można wygrać na kilka dni
przed koncertem, albo zdobyć innymi tajemnymi sposobami, polecam!
Janek Samołyk to wrocławski gitarzysta, wokalista oraz autor
piosenek. Tworzy i śpiewa zarówno po angielsku, jak i w ojczystym języku. Jego
muzykę najczęściej opisuje się jako mieszankę brytyjskiego rocka i polskiej
poezji śpiewanej. Wśród inspiracji wymienia on takich wykonawców jak m.in. The
Beatles, Beach Boys, The Smiths, Blur, Grzegorz Ciechowski czy Marek Jałowiecki
/informacja prasowa/.
Zdjęć z RAM Session nie mam, ale mam RAMisia swojego
własnego. Fajnie?
Do zdjęć z koncertu odsyłam TUTAJ, a do muzyki Janka – klik poniżej :)
Muzyka Końca Lata to zespół, którego słuchałam, zanim
skończyło się lato! I to nie ostanie, ani nawet nie przedostatnie.
Kilka lat temu zbierałam wczesnojesienne jabłka w ogrodzie
nucąc „tylko przyjdź i podaj mi ręce, zatańczymy jak, jak w tej piosence, tylko
przyjdź!”. Bywały wtedy też Pustki („męczęsiękiedy męczęsiękiedy”). Słuchałam
całe lato, jesień, a może i lata. Potem zapomniałam na dłuższą chwilę.
Na szczęście kilka dni temu Wroclive.pl mi przypomniało, że
Muzyka Końca Lata istnieje, i że zagra w Starym Klasztorze we Wrocławiu. Oprócz
MKL miał zagrać także Janek Samołyk. Wstyd, że ja z okolic Wrocławia, a nie
znałam człowieka. Ale wystarczyło posłuchać jednej, drugiej i ósmej piosenki,
żeby się przekonać, że muszę być na tym koncercie, bo inaczej żałowałabym i
nuciła „smutno mi, dzidziu”.
Janek Samołyk i Muzyka Końca Lata zagrali 4 stycznia w
Starym Klasztorze.
To był najfajniejszy koncertowy początek roku!
Przyszłam na koncert prawie spóźniona, a
złapałam najlepsze miejsce (zaraz pod sceną). Byłam pozytywnie nastawiona i
pierwszy raz od dawna miałam naprawdę dobry nastrój. Strasznie się cieszyłam,
że po kilku latach znowu wpadłam na Muzykę Końca Lata, i chyba jeszcze bardziej
się cieszyłam, że dzięki temu trafiłam też na Janka Samołyka, bo jestem
spragniona nowej, dobrej, polskiej muzyki. A że z Wrocławia? No proszę ja Was,
nie mam więcej pytań!:)
To był naprawdę dobry wieczór. Muzyka Końca Lata jest
uroczo-big bitowo-radosno-uśmiechająco-punkowa (to ostatnie ze względu na
okrzyki wokalisty i gitarzysty Bartosza Chmielewskiego: „CZADUUU!” wplecione
pomiędzy częściej występujące „lalalaaaa”. Poza tym, nawet Artur Andrus jest
punkowcem. No, jest. Słyszeliście kiedyś jego „Glanki i pacyfki”?
Uroczo przede wszystkim ze względu na teksty. Urocze. Ładne.
Proste. Patrzcie:
„Chłopaki… wieczorem… wracają od dziewczyn!”
„Czasem jeszcze się przyśnisz i
ciężko potem z łóżka wstać”
„Z czekolady serce mam, weź je
proszę na pół złam”
Ależ ja za nimi przepadam!
Big bitowo, gitarowo, wiadomo skąd – z gitar między innymi.
Radosno-uśmiechająco – z atmosfery na scenie i na widowni. Z
podrygiwania wokalisty, z jego luzu scenicznego, z ciemnych okularów, z wyznań
miłosnych i z „teraz będzie piosenka… następna”. Radośnie też było, kiedy
przypomniała mi się Winona Ryder z „Soku z żuka”, w scenie, kiedy unosiła się
nad podłogą tańcząc do „Shake Senora”. Na koncercie śpiewaliśmy wprawdzie
„Shake banana”, ale było równie porywająco, a nawet bardziej!
Janek Samołyk (i jego fenomenalny zespół) jest moim
styczniowym odkryciem! Kilka miesięcy temu wydał płytę „Na prezent”. Nie
pierwszą zresztą. Nie wiem, gdzie ja byłam, chyba po prostu za rzadko słucham
Trójki, bo tam jego utwory usłyszeć można już od dawna. Cóż, nadrobiłam
zaległości, muzykę Janka sobie ukochałam, i zaczynam wierzyć, że „Już nie jest
jak dawniej, jest całkiem inaczej, MOŻE I LEPIEJ”, z naciskiem na „lepiej”.
Muzyka to gdzieś na granicy poezji śpiewanej i rockowego
grania. Przebojowe „Złe czasy”, melancholijna „Samotność jest jak C i F”,
wpadający w ucho „Problem z wiernością”… Trochę trudno mi jednoznacznie
określić, z czym właściwie mamy do czynienia, bo kiedy już myślę, że to w
większości poezja śpiewana, to trach, przypominam sobie utwór „Fan Elvisa” i
myślę – no way, nie ma szufladkowania. I dobrze! Nie ma co gadać, posłuchajcie sami:
Mówiąc nawiasem (i niewyraźnie) na początku koncertu miałam
wrażenie, że pierwsze skrzypce w zespole (dosłownie i w przenośni) gra Patrycja
Stefanowska. Co za kobieta! Skrzypce, gitara, śpiew, tamburyn, co tylko! Do tej
pory uważałam, że z tamburynem dobrze wygląda tylko Ian Gillan z Deep Purple.
Teraz uważam, że Ian Gillan oraz Patrycja Stefanowska. Rzeczywiście, trudno
oderwać od niej wzrok, niezwykle charyzmatyczna i utalentowana osoba. Czuję się
taka żadna z tym swoim graniem na djembe i kilkoma opanowanymi akordami na
gitarze (C i F, haha!), kiedy pomyślę, że niektórzy są znakomitymi
multiinstrumentalistami. Ale to tylko przez chwilkę, bo uwielbiam na takich
ludzi patrzeć i ich słuchać!
źródło: disney.wikia.com
Janek Samołyk – cudny głos, cudny uśmiech dookoła głowy.
Uśmiech Janka z „Czterech pancernych” przegrywa po stokroć z uśmiechem Janka
Samołyka. Przypomina mi uśmiech Fozziego z Muppet Show! Uderzające
podobieństwo! Nawet ten kapelutek...
Dobra, żarty żartami… jest 2:33 w nocy i już nie wiem co piszę,
ale tak to jest, kiedy bezsenność jest i „samotność jest”.
Muzykę po prostu polecam sprawdzić, bo jak już wspomniałam,
niezmiernie się cieszę z tych nowości w moich uszach, więc cieszcie się i Wy:
Załapałam się nawet na zdjęcie z Wroclive! Siedziałam na
krześle, w ręce książęce, w głowie „jak fajnie, ja cię kręcę!”… 2:56, dobranoc.