Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 maja 2017

Jakub Milszewski, Kamil Sadkowski "Gastrobanda. Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim wyjdziesz coś zjeść"


źródło: smakslowa.pl

"Gastrobanda. Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim wyjdziesz coś zjeść" nie jest wprawdzie biografią kucharza, ale myślę, że to lepiej dla czytelnika, który na co dzień nie siedzi w temacie.
Skubani autorzy! Wymyślając podtytuł, zaskarbili sobie całe rzesze potencjalnych odbiorców, bo przecież każdy z nas od czasu do czasu wychodzi coś zjeść! Choćby do Maka, huehue. 

Jakub Milszewski jest dziennikarzem. Kamil Sadkowski jest kucharzem. "Gastrobanda" jest ich książką, wydaną w tej samej serii, co "Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" - ten tytuł kojarzy chyba więcej osób. 

Niestety nie bywam zapraszana do restauracji, moje podróże kulinarne oscylują raczej wokół Pasibusa i Thai Express. Niemniej jednak z rosnącym zainteresowaniem czytałam o działaniu wszelkiego rodzaju kuchni... od kuchni. Aby się nie rozpisywać, podam kilka haseł, które naprawdę mnie zaciekawiły:

- Skąd się bierze niechęć kucharzy do kelnerów i na odwrót?
- jak długo świeże mięso może leżeć w restauracyjnych chłodniach?
- jak się zachować w restauracji, aby nie wyjść na buca?
- ile trzeba mieć hajsu, żeby założyć własną restaurację i po co w ogóle to robić?
- po co przyszłemu kucharzowi szkoła gastronomiczna?
- czy występowanie kucharzy w kulinarnych TV show jest obśmiewane czy akceptowane w ich środowisku?

Ja już wiem o co w tym wszystkim chodzi, a jeśli ktoś chętny, to polecam! 
Z tą uwagą, że czuć na sto kilometrów, że książka napisana jest przez facetów nieprzebierających w słowach. Obecne przekleństwa, wulgaryzmy oraz typowo męskie podśmiewanie się. Mnie to nie raziło. 

Zgłodniałam. Pozdrawiam całą gastrobandę i resztę świata!

Wydawnictwo Smak Słowa i Agora SA, 2016


środa, 19 kwietnia 2017

Alain Ducasse "Mikołajek i słodkie przekąski"

Kto nie czytał "Mikołajka", ręka w górę! Albo lepiej się nie przyznawać :)

Książki kulinarne inspirowane literaturą, czy to dla dzieci, czy dla dorosłych, to interesujący trend. O ile dość bawią mnie niektóre przykłady ("Pierogi Solejukowej"), o tyle mam sentyment, jeśli chodzi o książki, które pamiętam z dzieciństwa. 

I tak właśnie podoba mi się na przykład "Marry Poppins w kuchni" oraz "Mikołajek i słodkie przekąski".

Autorem tej drugiej jest Alain Ducasse, francuski (choć z obywatelstwem Monako) szef kuchni, i to nie byle jaki, tylko naprawdę specjalista w swojej dziedzinie.

Książka jest tak świetnie zrobiona, że można ją podarować zarówno dziecku, jak i osobie dorosłej. Niektóre przepisy kulinarne są proste, z łatwością wykona je dziecko (pod czujnym okiem opiekuna). Wszystkie przepisy na słodkie przekąski sprawiają, że ślinka cieknie. Nie ma miejsca na słowa "dieta" czy "liczenie kalorii", o nie! Sam autor przyznaje bez skrupułów, że uwielbia słodkości.

Przepisy uzupełnione są o fragmenty oryginalnej historii Mikołajka autorstwa Sempe i Goscinnego.
Podejrzewam, że niewiele osób wie, że taka publikacja została wydana. Dlatego w tych kilku słowach chciałam zaznaczyć jej obecność na polskim rynku wydawniczym.

Zdjęcia słabej jakości, ale brownie - bezdyskusyjnie rewelacyjnej! :D 

Wydawnictwo Znak, 2016

czwartek, 30 marca 2017

Książka: Ewa Kozioł "Wyrzuć chemię z domu"

Ludzie są po to, aby ich kochać, a rzeczy po to, by ich używać. W naszych czssach coś się zmieniło, coraz częściej ludzie są do używania, a rzeczy do kochania
/s. 239/

Taki cytat w książce pt. "Wyrzuć chemię z domu"? Dlaczego nie! Ewa Kozioł w swojej publikacji namawia nie tylko do ekologicznego gospodarowania domem, ale też do minimalizmu. Parafrazując, jakby mówiła: Wyrzuć brud z umysłu i z serca! Wyrzuć rzeczy, które zagracają twoją przestrzeń, wyzbądź się zbieractwa. Zacznij celebrować czas spędzony z najbliższymi.

Czytaliście recenzję książki Marie Kondo "Magia sprzątania"? W książce Ewy Kozioł znajdziecie podobne porady.

Popularna blogerka nie skupia się jedynie na sprzątaniu w wersji eko, choć rozdziały o tym traktujące zawierają cenne wskazówki. Pisze dużo o kosmetykach naturalnych, które można samemu zrobić i z powodzeniem używać. Przekonuje, że włosy nie muszą być myte szamponem (po moim trupie), a na wiele urodowych bolączek zaleca zioła. Swego czasu pracowałam jako copywriter w firmie sprzedającej kosmetyki naturalne, więc już wtedy zachłysnęłam się tematem kosmetyki naturalnej. Zaczęłam czytać etykiety kosmetyków, które stosowałam, i ze zdumieniem wyczytywałam nazwy silnych detergentów, którymi dzień w dzień myłam włosy. O zgrozo!

Warto sięgnąć po "Wyrzuć chemię z domu" aby dowiedzieć się lub przypomnieć, jak silna, toksyczna chemia znajduje się w łazience, toalecie, w salonie... Wszędzie! Z pomocą autorki bloga Zielony Zagonek można temu zaradzić i odkryć niezawodną moc sody oczyszczonej czy octu - ja już sprawdziłam, robiąc gruntowne porządki w łazience :)

Ponadto Ewa Kozioł radzi jak stworzyć i pielęgnować własny ogródek. Jestem w komfortowej sytuacji, że posiadam piękny ogród z dobrą ziemią, drzewkami owocowymi, wieloma iglakami. Mama sadzi fasolkę szparagową, rzodkiewkę, pomidory, sałatę... Ach, nie mogę się doczekać sezonu, kiedy warzywa i owoce będzie się zbierało z ogródka, a nie przynosiło ze sklepu! :)

Jeśli nie macie książki, zajrzyjcie na Zielonyzagonek.pl, polecam!

Wydawnictwo Znak, 2016

piątek, 10 lutego 2017

Książka: Marie Kondo "Magia sprzątania"

Najbardziej oryginalnym prezentem, a przy okazji najbardziej praktycznym, jaki dostałam na urodziny, był… Kosz na śmieci! Serio, kiedyś wyrzuciłam stary kubeł i przez kilka miesięcy nie kupiłam nowego… Kochani przyjaciele sprawili mi kosz, i to nie byle jaki, tylko taki WOW:


Przed Bożym Narodzeniem ciocia pożyczyła mi książkę „Magia sprzątania” Marie Kondo.
Nie jestem bałaganiarą, naprawdę! To wszystko czysty przypadek!

Podchodzę z dystansem do poradników japońskich autorów; myślę, że tam żyje się zupełnie inaczej i polscy czytelnicy mogą się nie odnaleźć w tej książce, bo u nas to raczej ten… „Chujowa pani domu” (nie czytałam wydania książkowego) ;).

Bywa, że sprzątanie relaksuje i lubię od czasu do czasu pobiegać ze szmatką i segregować różne rzeczy, ale np. układanie ciuchów to prawdziwa zmora… Teraz już wiem, że to nie lenistwo, tylko źle zorganizowane szafy są tego przyczyną.

"Magia sprzątania" i kosz na śmieci.
Wszystko pasuje
Marie Kondo jest fanatyczką sprzątania, to jej sens życia i na tym też zarabia – prowadzi kursy na ten temat dla swoich klientek, pomagając im odgruzować domy, no i pisze książki.
W „Magii sprzątania” Marie Kondo opowiada, że sprzątanie może zmienić życie i po zastosowaniu jej rad już nigdy nie wrócimy do stanu pierwotnego, czyli bałaganu w domu. Póki nie wprowadzę w życie warunków autorki, nie będę z tym dyskutowała…

W wielkim skrócie pomysłem Marie Kondo na efektywność w porządkowaniu jest wyrzucanie wszystkiego według kategorii, np. znajdujemy wszystkie podkoszulki znajdujące się w całym domu i wyrzucamy je, zostawiając tylko te najpotrzebniejsze. Nie wolno zaczynać sprzątania, dopóki nie ma pewności, że wszystko, co trzeba, zostało wyrzucone. Potem dopiero zaczyna się wielkie porządkowanie. Ma to wszystko sens, jednak Marie mówi również, aby wyrzucanym ubraniom i innym rzeczom „dziękować za posługę”, aby czuły się lepiej – to już są właśnie te japońskie fanaberie, które trzeba odbierać z przymrużeniem oka. Poleca także, aby zrobić czystkę wśród książek – to chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa, także wśród czytelników bloga! Zastanawiałam się, czy autorka chce, aby jej książkę również wyrzucono. Znalazłam odpowiedź – owszem, chce, aby się jej pozbyć, jeśli tylko nie sprawia czytelnikowi radości.

Bogatsza o ciekawe triki i pełna zapału do wyrzucania, oddam książkę cioci. Naprawdę można się zmobilizować. Aż człowiek zaczyna łazić po domu i węszyć, co by tu jeszcze wyrzucić. Coś w tym jest, skoro dostępna jest już kontynuacja „Magii sprzątania”: „Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce”. Właśnie praktyki brakuje w pierwszej części. Jasne, że przeczytam drugą!

Gdybym tylko nie była chora, zaraz bym wszystko wysprzątała... :) 

Wydawnictwo Muza, 2016




piątek, 16 grudnia 2016

Robert Janowski "Przypadki"

W dzieciństwie oglądałam programy muzyczne: Szansę na sukces, 30 ton – lista, lista przebojów, Disco Relax (phyyyy yyy, nie nie, wróć :P), Wideotekę Dorosłego Człowieka (choć byłam jeszcze mocno niedorosła). W którymś momencie pojawił się także długowłosy Robert Janowski i Jaka to melodia?. Trochę bardziej komercyjna, trochę bardziej kiczowata, ale miło się oglądało i słuchało. W ostatnich latach Melodię widuję już tylko przerywnikiem podczas odwiedzin u dziadków. Niemniej sentyment pozostał, bo wokal i charyzma Roberta Janowskiego wciąż mi się podobają, a jego wiedza muzyczna imponuje.

Wśród nowości książkowych ostatniego miesiąca można znaleźć wywiad-rzekę z Robertem Janowskim, zatytułowaną Przypadki. Raczej bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie kolejny sentyment – osobą rozmawiającą z Janowskim jest Maria Szabłowska, którą można pamiętać między innymi ze wspomnianej wyżej Wideoteki….

Sporo miał przypadków w życiu pan Robert. Choć przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Każde zdarzenie z życia doprowadziło go do momentu, w którym jest teraz. A jak wynika z książki, jest szczęśliwy, więc… błogosławione przypadki :)

Świetnie się czyta tę rozmowę, między innymi dlatego, że między Marią Szabłowską a Robertem Janowskim wyczuwa się luz i koleżeńskość. Dziennikarka nie nagabuje swojego rozmówcy, nie zadaje pytań bez pardonu. Po prostu rozmowa na poziomie. Okazuje się, że nie zniżając się do stylu brukowcowego, można wiele informacji wyciągnąć z człowieka.

Nieprzypadkowo wspominam o brukowcach. Robert Janowski wraz ze swoją obecną partnerką padli ofiarą „dziennikarzy”, którzy napsuli im sporo życia. Dobrze, że znana osoba mówi o tym głośno. Mówiła już o tym Anna Przybylska i wiele innych osób. Trudno uwierzyć, jak bardzo potrafi zszargać czyjąś opinię niezbyt przychylny artykuł w gazecie, na dodatek wyssany z palca.

Ale Przypadki nie są jedynie nagonką na papparazich. Janowski opowiada o studiach weterynarii, o początkach swojej kariery w musicalu Metro i właściwie ten temat stanowi największą część publikacji. Oprócz tego Szabłowska pyta o program Jaka to melodia?, o miłość i plan B na przyszłość.

Moja babcia co jakiś czas przypomina: "Powinnaś wziąć udział w Jaka to melodia?!". Po przeczytaniu Przypadków czuję się zachęcona, bo pan Robert bardzo przychylnie wypowiada się o programie i jego uczestnikach. Może w końcu zgłoszę się na casting… :) A babcia znajdzie "Przypadki" pod choinką!

Wydawnictwo Znak literanova, 2016


poniedziałek, 4 lipca 2016

Książka: "Prawo Przyciągania"

Nie tak dawno recenzowałam film Sekret. Ostatnio sięgnęłam z czystej ciekawości po książkę o tejże tematyce: Prawo Przyciągania Esther i Jerry Hicks. Kiedyś dostałam ją w prezencie, ale nigdy nie przeczytałam, bo troszkę mi z astropsychologią nie po drodze.

Foto własne
Książka jest napisana bardzo źle. Znajdują się w niej wszystkie wyrażenia, które mają dodać publikacji charakteru naukowego, jednak niegłupi czytelnik uzna to raczej za pseudopsychologiczny bełkot. Zawsze miło wspominam promotorkę mojej pracy magisterskiej – zabawną, bardzo inteligentną panią profesor – która nieraz podpowiadała, jakich zwrotów nie wolno używać. W Prawie Przyciągania znalazłam wiele z nich, które sprawiły, że przewracałam oczami i wzdychałam. Nie, to nie ja jestem taka zarozumiała… To autorzy tak bardzo nie potrafią pisać, serio. Podejrzewam, że to nie jest wina tłumacza, bo zazwyczaj w podobnych publikacjach autorzy chętnie posługują się tak „górnolotnym” słownictwem.

Prawo przyciągania obfituje w zdania rozpoczynające się w następujący sposób:

Cóż za zadziwiająca…
Z tego też powodu…
Jednak ponieważ...
Zatem ponieważ...
Jednakże ponieważ...
Z największą chęcią pomożemy wam…
Zatem kiedy…
Lecz kiedy...


Prawda, że można traktować te zwroty jako superkrótki poradnik Jak nie pisać?

Ponadto, tekst Wygląda mniej więcej Tak, ponieważ jest Mnóstwo pogrubień, kursywy i Pisania z Dużej Litery, aby UWYDATNIĆ arcyważne pojęcia, takie jak Prawo Przyciągania, Afirmacje, Istota Wewnętrzna, Celowe Tworzenie i wiele, wiele innych.

Trudno jest przebrnąć przez książkę, szczególnie że jest to przykład masła maślanego. Wystarczy przeczytać kilkanaście stron, aby dowiedzieć się (lub przypomnieć sobie), że podobne przyciąga podobne, a pozytywne myślenie i wiara we własne możliwości mogą dużo zdziałać. 

Nie przemawiają do mnie autorzy zapewniający, że poprzez nich wypowiada się sam Abraham, na dodatek w liczbie mnogiej. Niechętnie czytałam o tym, że posiadam Istotę Wewnętrzną i Zewnętrzną (jak na mój gust, to po prostu mam duszę i ciało) oraz o tym, że jako Istota Przyzwalająca urodziłam się, ponieważ bardzo tego pragnęłam. Plus reinkarnacja, medytacja itd. Zdecydowanie nie moja działka.

Esther i Jerry Hicks twierdzą, że każdy może wzbogacić się, nie pracując przy tym zbyt ciężko. Wystarczy myśleć o bogactwie, a hajs sam będzie się zgadzał. Idąc tym tropem, autorzy dorobili się milionów dolarów tworząc bzdetną książkę, dzięki której z jakichś powodów zostali uznani za odkrywców Prawa Przyciągania i przekazują tę ideę całemu światu. Oj, oj. Jeśli prawo przyciągania przyciągnęło do mnie tę książkę, to w moim przypadku coś ono szwankuje ;)


Studio Astropsychologii, Wydanie III (!), Białystok 2011

sobota, 11 czerwca 2016

Książka: Jacek Cygan "Przeznaczenie, traf, przypadek"

Znam teksty piosenek autorstwa Jacka Cygana. Między innymi jego teksty śpiewa Maryla Rodowicz, Edyta Górniak czy Ryszard Rynkowski. Wszyscy także pamiętamy piękną balladę Dumka na dwa serca, promującą ekranizację Ogniem i mieczem. Przez ostatnie kilka miesięcy (tak, miesięcy, niestety…) miałam okazję poznać zgoła inny rodzaj twórczości tego autora – opowiadania. Eh, gdybym tylko miała więcej czasu, a oczy nie zamykałyby mi się wieczorem ze zmęczenia, chętnie połknęłabym Przeznaczenie, traf, przypadek jednym tchem.
Ten zbiór 26 opowiadań określiłabym jednym słowem: życiówka. Bohaterami opowiadań są zwykli ludzie, ich życie. Czasem opisywana jest jedna sytuacja, jeden dzień, innym razem akcja toczy się na przestrzeni kilku miesięcy czy lat. Nieraz w tych pozornie zwyczajnych sytuacjach Jacek Cygan trafia w samo sedno problemów przeżywanych przez wiele osób. Czytamy zatem o zdradzie, o przemijaniu, życiu w małżeństwie, ale też o światku teatralnym. W codzienne sytuacje autor wplata treść, która nakłania do refleksji i dostrzeżenia małych rzeczy. Bo przecież tak często nie dostrzegamy codzienności i piękna chwili, żyjąc marzeniami i planami na jutro. Jutro, jutro, jutro. A gdzie jest dzisiaj? No właśnie. Albo nie dostrzegamy tej krótkiej chwili, dzięki której życie może się całkowicie odmienić. Czasem warto skupić na moment myśli i zastanowić się, jak obecny dzień wpłynął na twoje życie. Na związek przyczynowo-skutkowy, na zauważenie, że nic nie dzieje się przypadkiem.
Mówiąc życiówka mam na myśli, że każdy czytelnik może odnieść opowiadanie do swojego życia. Mam na to swój osobisty przykład.
Pojechałam do mojego P. na weekend. Mieliśmy spędzić całe dwa dni razem, co niestety w sobotę się nie udało ze względu na jego zobowiązania zawodowo-hobbystyczne. Było mi bardzo przykro, czułam, że on ani na mnie nie patrzy, ani mnie nie dostrzega, że mimo obietnic nie ma dla mnie czasu. Ze względu na moje skłonności do depresji czułam się przez to bardzo źle. Nie chciało mi się nawet otwierać książki, ale ostatecznie nie miałam nic innego do roboty.
Mówcie co chcecie – że to przeznaczenie, traf, przypadek – otworzyłam książkę Jacka Cygana i przeczytałam początek opowiadania Trzy listki:

Stał w korku, bo wyjechał później niż zwykle. Żona zrobiła mu idiotyczną awanturę o to, że ją zaniedbuje. To nie nowość, ale samo wysłuchanie jej zajęło chyba z kwadrans. Jeszcze teraz w uszach huczały mu jej słowa: „Nie mam własnego życia. Zanim za ciebie wyszłam, byłam kimś, teraz jestem nikim. Poświęciłam się dla ciebie, dla twojej kariery!"
Znał to na pamięć. Ale dzisiaj doszedł nowy element. Żona powiedziała, że jest dla niego jak ze szkła, że w ogóle jej nie zauważa. Bardzo go to zabolało.

Słowa idealne wpasowane w moją sytuację, i pewnie nie tylko moją. Ten fragment bardzo mnie uspokoił, szczególnie ostatnie zdanie. Trochę też rozbawił bo… właściwie dlaczego ja jęczę i się smucę? Mam faceta, który ma pracę i pasję, i zamiast to docenić, udaję jęczącą księżniczkę. Czy ja nie potrafię sobie zorganizować czasu bez faceta obok? Czy czuję się dobrze jedynie wtedy, gdy jest obok, a gdy zostaję sama, to spadam w otchłań rozpaczy? NO CHYBA NIE.

Dzięki tej książce uniknęłam bezsensownego awanturowania się. Przeczytałam powyższy fragment jemu następnego dnia, kiedy leniuchowaliśmy nad jeziorem i poświęcaliśmy całą uwagę sobie nawzajem. „Przecież wiesz, że wcale tak nie jest”. Wiem.


Panie Jacku, dziękuję za biblioterapię! Ma się rozumieć, że polecam lekturę.

Znak literanova
Kraków 2016

środa, 13 kwietnia 2016

Koncert: TSA, 9 kwietnia 2016, Dzierżoniów (Dzierżoniowski Ośrodek Kultury)

Właśnie takiego koncertu mi brakowało, abym mogła z radością powrócić do relacjonowania i recenzowania na blogu!

Skupienie :)

Marek Piekarczyk dużo lepiej brzmi na żywo, niż w utworach studyjnych. Nie dziwię się, dlaczego w „Zwierzeniach kontestatora” (odsyłam do recenzji TUTAJ) pisał, że Trzy zapałki dopiero na koncercie naprawdę BRZMIĄ. To prawda!
Piękni Panowie

Na koncert jechałam samochodem przez ponad godzinę we mgle i deszczu, a na dodatek w podłym nastroju. Naprawdę okropnym. W aucie puściłam sobie płytę TSA Proceder. Ujęło mnie to, że muzyka TSA jest ciężka i mocna, a teksty… podnoszące na duchu, proste i dające nadzieję. Słowo „szansa” w utworach zespołu pojawia się niezwykle często. Rany, ależ mi pomogły te słowa Piekarczyka akurat w tamtym momencie:

Popatrz
Jak pięknie jest! 
Spróbuj jeszcze raz! 
Nie mów: „to już koniec!"


Nie trzeba skomplikowanych, poetyckich słów, aby dotrzeć do słuchacza.

Choć nie zawsze zdarza się,
Że los łaskawy jest
Musisz zawsze czujnym być,
Lepiej nie przegap jej
Tej Twojej szansy raz na sto
Gdy wreszcie pojawi się,
By otworzyć Ci Wszystkie drzwi
I zmienić na lepsze Twój czas...

Proste. I trafia.

Nie byłam pewna, czy TSA na koncertach nadal „dają radę”. Teraz, po koncercie, jestem pewna, że jeszcze przez wiele lat będą dawali z siebie wszystko. Marek Piekarczyk wciąż ma świeży głos, kapitalnie wyciąga góry, a śpiewa tak, jakby nie był to dla niego żaden wysiłek. Ba, nie tylko śpiewa, ale też biega po scenie, skacze, łapie wzrokowy kontakt z publicznością. Cechuje go jakieś takie ciepło i brak gwiazdorzenia. Uśmiecha się i robi swoje. A kiedy się nie uśmiecha, poważnieje i śpiewa 51. Wzruszające wykonanie.

Ogromne wrażenie wywarł na mnie gitarzysta Andrzej Nowak. Facet w wieku mojej mamy, a wciąż bije od niego męski seksapil. I to nie taki w stylu „jestem gitarzystą, patrzcie na mnie, bo jestem boski”. Chodzi raczej o jego opanowanie, pewność siebie na scenie, zawziętą minę, brak jakichś udziwnień i zachowań, jakimi nieraz charakteryzują się gitarzyści. Na koncercie 9 kwietnia świętowaliśmy jego urodziny. Był tort, odśpiewane Sto lat i przemówienie. Nowak mówił o Polsce. Bardzo mądre, patriotyczne przemówienie.

Andrzej Nowak

To był genialny koncert. Niedługo (22 kwietnia) TSA zagra we Wrocławiu. Fanów nie muszę chyba zachęcać. Warto się zjawić na tej imprezie, bo panowie na scenie są fantastyczni. Po koncercie chętnie podpisują płyty i robią zdjęcia z fanami. To są ludzie, z którymi chce się rozmawiać, chce się ich słuchać. Idźcie wszyscy na TSA, poważnie! Wciąż robią swoje, są prawdziwi, mądrzy i dobrzy.

Na uwagę zasługuje także zespół 1One, który supportował TSA. Utalentowana Agnieszka Malicka za klawiszami i jej nie mniej zdolni koledzy. Dobry hard rock :) Odsyłam do ich Fb: KLIK 


Radość...

... i jeszcze więcej radości :)


Zdjęcia są moje i proszę ich nie kraść!