Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KaCeZet i Fundamenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KaCeZet i Fundamenty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Koncert: KaCeZet i Fundamenty, 18.10.2013, Łykend, Wrocław

KaCeZet, który twierdzi, że nie zna się na promocji, nieoczekiwanie stał się… Mistrzem promocji. Zaledwie dwa dni przed wrocławskim koncertem w sieci pojawił się utwór „Za darmo”, którym Kapitan KaCeZet namawiał do pojawienia się na koncercie. Link do utworu po kilku godzinach pojawił się na Demotywatorach z opisem „Prawdziwy artysta – stworzył coś w jeden dzień, a wy i tak będziecie się jarać Patty”. Nagranie w ciągu niecałego tygodnia zdobyło ponad 11 tysięcy wyświetleń na Youtube. Zasięg utworu w sieci okazał się spory, co niestety nie przełożyło się na frekwencję piątkowego koncertu.


W Łykendzie było nas „minimalnie mało”, jak zauważył KaCeZet, jednak muzycy i tak dali świetny koncert. Czy ważne są tłumy, skoro nawet garstka potrafi stworzyć fajny klimat? Szczególnie, że ta garstka zna teksty wielu piosenek na pamięć i śpiewa razem z zespołem!

Wrocławscy fani Piotra Kozieradzkiego i Fundamentów nauczyli się na błędzie, jaki popełnili w grudniu zeszłego roku, również w Łykendzie. Wtedy to Kapitan wyszedł na scenę i usiadł na niej, bo publiczność zamiast podejść pod scenę, siedziała przy stolikach i sączyła piwo. Tym razem było inaczej, już od pierwszych chwil bawiliśmy się pod niewielką klubową sceną. Akustycznym, energetycznym reggae muzycy zrekompensowali ponad godzinne opóźnienie. Promowali nową płytę „Dziennik Kapitana cz.1”. Przyznam bez bicia, że jeszcze jej nie posiadam, ale mistrzowski „Mistrz”, „Czasownik”, „Niech gadają” czy „Przebudzenie” zagrane na żywo, zachęciły do kupna płyty. Zresztą nie pierwszy raz, bo powyższe utwory grali na koncertach długo przed październikową premierą płyty.  Usłyszeliśmy też utwory z poprzedniego albumu, m. in. „Kocham swoje miasto”, „Fundament”, „Miłość pieprzy rację”.

Wokalnie pierwsze skrzypce grał KaCeZet, natomiast zabawianiem publiczności między utworami zajął się fantastyczny Dżeksong, którego okrzyki „Yeah!” i opowiastki wymyślone na poczekaniu zawsze wprawiają w dobry nastrój. Poza tym, serio nie wiem, skąd czerpie energię do ciągłego podskakiwania na scenie. Chociaż… To chyba jasne skąd – z muzyki!


Na scenie panował taki luz, że nawet delikatne potknięcia, jak choćby nierówne rozpoczęcie utworu, nikogo nie przejęły. Nie zabrakło smaczków w postaci genialnego solo na djembe, czy nagłego zjawienia się Johna Frusciante na scenie. Naprawdę, KaCeZet rozpuściwszy włos i przybrawszy odpowiednią minę oraz pozę, podczas gitarowej solówki przywiódł mi na myśl samego wirtuoza gitary znanego z Red Hot Chili Peppers.

Jakoś szybko zleciał czas. Ani się obejrzałam, jak Kapitan zapowiedział ostatni utwór. Na szczęście bis nie pozostawił niedosytu – usłyszeliśmy wspomniany na początku utwór „Za darmo” (który wciąż chodzi mi po głowie, na zmianę z „Mistrzem”) oraz piosenki „Sługa” i „Nadciąga”.

Nie jaram się Patty. Jaram się muzyką, dzięki której czuję się dobrze dziś, dziś czuję się jak mistrz! Jaram się artystami, z którymi można po koncercie porozmawiać jak z kumplami. Kocham swoje miasto za takie koncerty! :) 

Relacja opublikowana na Independent.pl i WSA.org.pl

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Koncert: KaCeZet & Fundamenty, 8.12.2012, Wrocław, Klub Muzyczny Łykend


Byliście kiedyś na koncercie, na którym wszyscy siedzieli, bo większość parkietu zajmowały stoliki i krzesła? Właśnie tak zapowiadał się koncert KaCeZeta i Fundamentów we wrocławskim Łykendzie. Na stronie wydarzenia na Facebooku swoją obecność zadeklarowało ponad sto osób, ale wiadomo jak to jest. „Przyjdę, przyjdę”, a potem zaskoczenie: „Ojej, to ten koncert już był? Zapomniałem…”.

„Parę słów do recenzentów, którzy ze mnie drwili, mam wrażenie, że to zgredy, których drażni mój optymizm” – tak w jednym utworze śpiewa KaCeZet. No, to zaraz się okaże, czy jestem zgredem, czy jednak nie jest ze mną tak źle ;) Chociaż żadna ze mnie wykształcona recenzentka.

fot. A. Wiktorowicz
Już przed koncertem członkowie zespołu kręcili się po klubie, jednak nikt nie zwracał na nich większej uwagi. Wreszcie o 21 zabrzmiały dźwięki Fundamentów (jeszcze bez Kapitana KaCeZet’a). Za mikrofonem stanął gitarzysta Dżeksong, prezentując utwory z płyty, nad którą właśnie pracują. Publiczność wciąż siedziała, popijając piwo. Po kilku minutach zjawił się KaCeZet i… usiadł na scenie. Nie zdziwiło mnie to ani trochę – my siedzimy, więc on też. Dopiero na jego słowa „Wrocław! Siedzimy, czy robimy imprezę?!”, ludzie wstali i podeszli pod scenę. Muzyka Fundamentów raczej nie skłania do siedzenia przy stoliku z nogą założoną na nogę, dumania nad życiem i bicia słabych braw między utworami. Na szczęście po delikatnej aluzji wokalisty impreza skierowała się na dobry tor. Kapitan KaCeZet sięgnął po gitarę i zaczęła się reggae’owa muzyczna podróż po sprawach fundamentalnych. „Fundament”, „Nadciąga”, „Masz Ci los” to utwory, które rozruszały niemrawą na początku publiczność. Choć prawdę mówiąc, stojąc w pierwszym rzędzie, nie widziałam, co się dzieje za mną. Ale kiedy usłyszałam, że ludzie znają teksty piosenek i śpiewają, stwierdziłam, że jest bardzo dobrze. Wokal Kapitana, który świetnie bawi się słowem, niespożyte pokłady energii Dżeksonga, który cały czas podskakiwał z gitarą w ręku i uśmiechał się do publiczności, oraz ogólny luz sceniczny spowodowały, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Był czas na spontaniczność („śpiewam na ulicach miasta Warszawa, ale Wrocław się nie obraża!”), i na teksty bardzo osobiste („trudno mi pisać o bibach skoro prawie nie bywam już na nich, jest dzidzia i biby mam z bani”). Żadnego artystycznego pozerstwa czy dystansu, pozwalali sobie na krótkie przerwy w graniu, kiedy gitary się rozstroiły. Rozmawiali wtedy między sobą na luzie lub zagadywali publiczność. Panowała atmosfera „daj na luz”, dużo powera dawały entuzjastyczne okrzyki Dżeksonga.
Na wczorajszym koncercie zabrakło gości, których słychać na studyjnej płycie: Junior Stressa, Rastamańka. Nie przeszkadzało mi to – KaCeZet i Fundamenty bez wsparcia innych artystów dali wspaniały koncert. Podziwiam ich tym bardziej, że mieli przez ostatnie dni niezły koncertowy maraton, a występ w Łykendzie był chyba ich ostatnim koncertem w tym roku. Mimo to mężczyźni byli w formie i z uśmiechem dziękowali za koncert, kończąc kilkunastominutowym bisem.
 
Poziom radości sięgnął zenitu, kiedy po koncercie muzycy sami podchodzili do fanów, aby porozmawiać. Nigdy bym nie przypuszczała, że będę miała okazję zamienić z Fundamentami więcej niż dwa słowa. Płyta podpisana, autografy zdobyte, pozostaje czekać na nowy album i następne koncerty! Jeszcze długo po powrocie do domu nuciłam „Big up, big up, pika pika mi pikawa!”.
Wrocław dziękuje i płynie na fali ;)
Relacja opublikowana na WSA.org.pl