Piszę o koncercie z lekkim opóźnieniem. Słów będzie
niewiele, bo jazz to nie moja bajka. Po prostu szczęśliwie się złożyło, że miałam okazję
być na koncercie gitarzysty znajdującego się na 49. miejscu listy 100 najlepszych gitarzystów
wszech czasów magazynu Rolling Stone. Koncert odbył się w ramach Wrocławskiego Festiwalu Gitarowego.
Kłębiły się myśli: przekonam się do jazzu? Nie przekonam?
Odpowiedź brzmi: nie przekonałam się, nadal nie przepadam za taką muzyką. Dlaczego
zatem cieszę się, że byłam na tym koncercie? Przede wszystkim z powodu basisty (Etienne Mbappé), który
był po prostu genialny. Uważam, że nie trzeba być wykształconym muzykiem, aby
zauważyć, że facet z basem na scenie jest wybitny. Miałam nawet
wrażenie, że przyćmił najważniejszą osobę na scenie, czyli Johna McLaughlina.
Próbka umiejętności - Etienne Mbappé: KLIK
Ze strony organizacyjnej, sporym mankamentem była zmiana miejsca koncertu. Początkowo miał odbyć się w Hali Orbita. Mimo że w Internecie podano informację o zmianie lokalizacji, wiele osób gromadziło się pod Orbitą, a wiadomość o konieczności przemieszczenia się na ul. Mazowiecką budziła zaskoczenie i niechęć. Myślę jednak, że konferansjer zapowiadający koncert już w Imparcie, swoim poczuciem humoru trochę zmiękczył serducha publiczności, a John McLaughlin swoją grą i uśmiechem sprawił, że zapomnieliśmy o wszelkich niedogodnościach.
Wrocławski Festiwal Gitarowy dobiega końca, ale przed nami jeszcze koncert finałowy - Tommy Emmanuel zagra we Wrocławiu już 8 listopada!