środa, 4 lutego 2015

Książka: Marek Piekarczyk "Zwierzenia kontestatora" (rozmawiał Leszek Gnoiński)

Coraz częściej mam ochotę ściągnąć ze ściany w moim pokoju dwa plakaty przedstawiające Elvisa Presleya i Jima Morrisona. Elvis – portret z początków kariery, powłóczyste spojrzenie. Jim – nagi, ręce rozłożone jak do ukrzyżowania. Obaj w jakiś sposób piękni, ale nie chcę już na nich patrzeć, bo nie są dla mnie żadnymi autorytetami. Życie w sidłach jakiegokolwiek nałogu nigdy nie będzie dla mnie autorytetem. Życie skończone poniekąd z własnej woli przecież - never ever autorytet.
Co w zamian? Trzeba chłopaków kimś, albo czymś, zastąpić. Pokażcie mi faceta, gwiazdę rocka, który nie dał się nałogom, nigdy nie gwiazdorzył, zawsze pozostawał sobą, miał godny podziwu, choć prosty (i jednocześnie niestety coraz rzadziej spotykany) system wartości, dał setki koncertów, pisze wspaniałą muzykę i teksty… i który nadal ŻYJE i robi swoje. Bo taką osobę, proszę ja was, mogę już nazwać jakimś autorytetem. Nie muszę nawet daleko szukać. Może na ścianie zawieszę jeden z tekstów piosenek autorstwa Marka Piekarczyka.

Przeczytałam wywiad-rzekę z Markiem Piekarczykiem, przeprowadzony przez Leszka Gnoińskiego. Jeśli mam w kilku słowach określić, jakiego pana Marka poznałam dzięki „Zwierzeniom kontestatora” i stworzyć hasło „Marek Piekarczyk” w słowniku who is who, to napisałabym coś w stylu:

Normalny, dobry, honorowy mężczyzna, który potrafi zagrać Jezusa, potrafi zaśpiewać tak, że z podziwu wzdychasz „O, Jezu”, i który jest prawdziwy tak, że Jezus może być o niego spokojny, bo zwycięstwo zaczyna się od prawdy.

Normalny, dobry, honorowy – przecież to są określenia tak wyświechtane, że w ogóle po co o nich mówić? Może lepiej nawijać o TSA i wszystkich muzycznych sukcesach? Oj, jestem pewna, że fani TSA mają większą wiedzę na temat sukcesów i porażek muzycznych Marka Piekarczyka, niż ja. Wolę się więc skupić na tej normalności i honorze. Mówię o tym, wiedząc, że są to słowa-banały, a jednak wydaje mi się, że są to cechy coraz bardziej deficytowe. Brakuje w dzisiejszym świecie artystów z prawdziwego zdarzenia, którzy pozostają dobrzy, honorowi, NORMALNI. A Marek Piekarczyk taki jest, w tej książce nie ma żadnej ściemy. To nie jest autobiografia, którą mógł pisać zastanawiając się milion razy nad każdym słowem i koloryzując przeżyte historie wedle potrzeb. To były rozmowy z cenionym dziennikarzem muzycznym (i podejrzewam, że serdecznym kumplem Piekarczyka), w których nie było miejsca na mijanie się z prawdą.

Przypuszczałam, że to będzie interesująca rozmowa. Pytający Gnoiński (o rocku wiedzący bardzo wiele) i odpowiadający Piekarczyk (rockman) – wspaniały duet na rozmowę. Nazwisko Leszka Gnoińskiego nie jest mi obce; „Encyklopedia Polskiego Rocka”, której jest współautorem, stoi w moim pokoju na półce, a film „Beats of Freedom – zew wolności” (współreżyser) – zachęcam do obejrzenia.


Panowie rozmawiają. Piekarczyk o(d)powiada o swoim dzieciństwie, rodzicach, dorastaniu, nauce, o tym, ilu prac w życiu się imał, ile koncertów zagrał, o depresji, o „Jesus Christ Superstar”, o swoich dzieciach, wegetarianizmie, Nowym Jorku, o pisaniu tekstów, o kolegach z TSA i o innych kolegach, o honorze, Jezusie Chrystusie i Biblii Gutenberga (jako bibliotekara nie mogłam tego faktu pominąć :D Jeśli kto ciekaw, niech przeczyta fragment wypowiedzi MP o tejże na końcu recenzji). O „The Voice of Poland” i kulisach programu również trochę się znajdzie.

Bardzo polecam „Zwierzenia kontestatora” wszystkim fanom TSA i po prostu tym, którzy są ciekawi Marka Piekarczyka. Jestem pewna, że takich osób nie brakuje, bo przecież jeśli ktoś pojawia się w tv jako juror talent show, to od razu ludzie są nim bardziej zainteresowani. W tym przypadku – bardzo dobrze! Interesujcie się i sprawdzajcie dorobek artystyczny Piekarczyka!

W książce wszystko gra (oprócz kilku literówek), jest dużo zdjęć z prywatnego archiwum Marka Piekarczyka, niepublikowane teksty piosenek i wiersze oraz kalendarium i dyskografia.







"Kiedyś oglądałem film – niestety nie pamiętam tytułu – o tym, jak zamarzł Nowy Jork, i tam w Bibliotece Narodowej siedzieli przy kominku kolesie i palili Biblię Gutenberga. Do dziś ta scena nie daje mi spokoju, po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że ktoś może grzać się przy płonącej Biblii Gutenberga!!!Jeden z najważniejszych zabytków ludzkości, pierwsza książka! Nawet na wojnę bym poszedł, aby jej bronić. Przecież mogli stół spalić, krzesła, ale, k****, Biblię Gutenberga?!"
(Zwierzenia kontestatora, s. 137)


Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz