piątek, 27 stycznia 2012

"Spacer po linie" ("Walk the line"), reż. James Mangold, 2005, w rolach głównych: Joaquin Phoenix , Reese Witherspoon

źródło: Filmweb.pl
Dziś chciałabym polecić film obfitujący w dobrą muzykę, opowiadający o człowieku, który potrafił podnieść się z dna i wykorzystać drugą szansę, jaką dostał od życia. Życia,  które przeżył pod piętnem tragedii, jaka spotkała jego rodzinę w dzieciństwie.

Johnny Cash (1932-2003) - to ten, co grał country i znał Elvisa Presleya, jak powiedziała moja mama. Nie będę pisać o nim i o jego twórczości, bo szczerze powiedziawszy, niezbyt wiele o niej wiem (jeszcze). Nie będę pisać, jak ważną postacią był w historii muzyki, choć z pewnością był! Chciałabym się skupić na jego życiu opowiedzianym w Spacerze po linie.

John był mocno związany ze swoim bratem, którego stracił w nieszczęśliwym wypadku, kiedy miał 12 lat. Surowy ojciec chłopców winił Johna za śmierć brata i właśnie ten fakt przesądził o późniejszym życiu piosenkarza. Johnny zdawał sobie sprawę, że jego starszy brat był tym lepszym dzieckiem, mądrzejszym i skazanym na sukces. A on dobry był tylko w muzyce – znał wszystkie piosenki ze śpiewnika swojej matki, słuchał radia zgadując nazwiska wykonawców. Nigdy nie zapomniał o swoim bracie i o żalu, jaki ma do niego ojciec. 

Dorosły Johnny ma żonę i dzieci, które musi utrzymać. Jednak początkowo źródłem jego zarobków nie jest muzyka. Chwyta się różnych prac, jednak w wolnych chwilach spotyka się z kolegami w celu wspólnego grania i tworzenia. Szczęśliwie Johnny z zespołem trafia któregoś dnia do wytwórni płytowej i rozpoczyna się jego kariera. 

Ubóstwiany przez fanki, stale w trasach koncertowych, zaczyna zaniedbywać swoją rodzinę. Poznaje piosenkarkę June Carter (Reese Witherspoon), miłość swojego życia. Wspólne koncertowanie często kończy się kłótniami, June zdaje się nie odwzajemniać jego uczucia. Johnny ucieka w alkohol i narkotyki, na scenie podczas koncertów jest coraz bardziej nieobecny, aż w końcu upada na samo dno.  Joaquin Phoenix znakomicie wcielił się w tę rolę, świetnie zaprezentował wybuchowość Johnny’ego na przemian z jego dobrocią oraz stopniowe tracenie kontaktu z rzeczywistością spowodowane narkotykami.

Dużą rolę w filmie odgrywa oczywiście muzyka: oprócz utworów Johnny’ego Casha i June Carter, pojawiają się tu postaci Roya Orbisona czy Elvisa Presleya. Co ważne, Phoenix i Witherspoon sami zaśpiewali wszystkie numery wykonywane na scenie. Nie chcę porównywać ich umiejętności wokalnych z talentem Casha, jednak poszło im naprawdę nieźle. A Reese Witherspoon w tym filmie jest wyjątkowo przekonująca i pełna wdzięku, może jest to zasługa przefarbowania włosów z blond na brąz i nie szczerzenia się w głupawym uśmiechu jak w Legalnej blondynce

June Carter musiała być wspaniałą osobą. Po kilku nieudanych małżeństwach trafiła na Casha, który na koncertach zataczał się, a w rozmowach po alkoholu obrażał ją. Ona jednak cierpliwie na niego czekała, wierząc, że kiedyś będzie tym samym facetem, którego znała, zanim się uzależnił. Niesamowita siła miłości w tej parze drzemała. Niesamowite, jak wiele może zmienić jeden człowiek, wystarczy, aby był przy tobie. Żeby był na dobre i na złe, nawet kiedy tracisz przytomność z pijaństwa i rzucasz w złości butelkami, nawet gdy ranisz.

Film pokazuje najważniejsze etapy życia Johnny'ego Casha: karierę oraz relacje z ukochaną, z dziećmi, z ojcem. Siłę miłości, siłę pasji, ale i siłę bólu, bólu życia.

Rany, tyle pięknej muzyki, której wcześniej nie znałam… Chociaż nigdy nie słuchałam country. Nie jest to zresztą typowe wiejskie country z przytupem i gwizdami, ale piękne gitarowe granie z mocnym, męskim wokalem. Proszę, tutaj trailer filmu: Walk the line - trailer, a tu Reese i Joaquin - Time's awastin'. Ale słuchajcie przede wszystkim oryginału!

Tym razem powstrzymuję się od krótkiego przedstawienia mocnych i słabych stron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz