W kontynuacji "Emil 2..." wiele się dzieje - rodzina zmienia miejsce zamieszkania, a opiekunowie psa muszą stawić czoła fatum, które zdaje się, że nie chce odpuścić - a to niespełniająca oczekiwań ekipa remontowa, a to kable zerwane przez zbyt wysokie drzewa (skąd ja to znam? czy ktoś miły zechce przyciąć moje tuje?), a to... eh, można by wymieniać długo usterki życia codziennego.
W tym wszystkim ostoją spokoju, inteligencji i błyskotliwości pozostaje Emil. Choć coraz starszy, trochę mniej rozmowny i skracający dystanse spacerowe, to jednak wciąż to samo, poczciwe psisko.
Sam autor przyznaje, że Emilowym opowieściom daleko do Literackiej Nagrody Nike, książkę czyta się z przyjemnością na ogrodzie, wśród szumu drzew i śpiewu ptaków. Najlepiej, jeśli gdzieś obok hasa po trawie jakiś osobisty "Emil" - w moim przypadku dwie kotki: Fredzia i Kaleja. Jeszcze dwa lata temu powiedziałabym, że Emilka...
![]() |
Przy okazji: Kaleja i Fredzia :) |
A właśnie, Emilka. Kociczka, która 10 lat przeżyła w całkowitym zdrowiu, jedynie raz kiedyś miała gorączkę i musiałam ją zawieźć do weterynarza. Nic nie wróżyło, że tak nagle odejdzie. Nigdy się nie dowiem, czym się zatruła - jako kot biegający po dworze, trudno powiedzieć, co feralnego zeżarła, że ją brzydko mówiąc "pozamiatało" w ciągu kilku dni. Jak widać nawet na wsi czekają na zwierzęta chemiczne niebezpieczeństwa.
Wspominam ten smutny czas, kiedy musiałam tak nagle pożegnać się z Emilką, bo Jędrzej Fijałkowski w książce również poruszył trudny temat. Czy ratować za wszelką cenę chore zwierzę, co nierzadko skutkuje codziennymi kroplówkami, zastrzykami i bólem tak zwierzęcia, jak i jego opiekuna, czy pozwolić odejść?
Z serca polecam "Emila" i "Emila 2" wszystkim dogomaniakom oraz tym, którzy nie wyobrażają sobie życia bez tupotu łap naszych mniejszych braci (choć w przypadku dogów słowo mniejszy jest niezbyt miarodajne :)
Wyd. Ars Scripti, 2017.