sobota, 14 marca 2015

Koncert: Tau. 5 marca w Fabryce Gwoździ, Wrocław

Swego czasu pisałam, że „najlepszą muzyką, jaka mi się przydarzyła w 2014 roku, (…) jest płyta Tau” (tutaj).
Dzisiaj piszę: najlepszym koncertem, jaki mi się przydarzył w 2015 roku (jak do tej pory), był koncert Tau.


Piszę o tym koncercie z dość mocnym poślizgiem. Wybaczam to sobie, bo naprawdę dopiero dziś mam czas, aby usiąść i spokojnie napisać kilka, a znając mnie, dużo więcej niż kilka, słów o tym koncercie, i w ogóle o twórczości Tau. Nie mam czasu, bo Wielki Post. Bo rekolekcje.

Ostatnio koleżanka ze studiów przypomniała mi sytuację, która miała miejsce któregoś dnia na uczelni, również podczas Wielkiego Postu, pewnie ze 3 lata temu. Jeden ze studentów, zapytany, czy ma projekt/zadanie domowe, odarł wykładowcy: „No nie mam zadania, bo przecież rekolekcje!”. No więc, parafrazując tego człowieka, mówię: no mało mnie ostatnio na blogu, bo rekolekcje! Nie mam czasu pisać, bo rekolekcje. Nie mam czasu czytać, bo rekolekcje. Serio. Ostatnio jechałam taksówką do kościoła, żeby zdążyć. Trochę było mi szkoda kasy, ale tylko przez 3 sekundy. Powiedziałam sobie: Hanka, post, jałmużna, nie proś nawet o resztę… Dobra, koniec żartów.



Piszę o koncercie, choć od wydarzenia upłynął już ponad tydzień. Nie szkodzi. Tau koncertuje po całej Polsce od lutego; trasa Remedium Tour potrwa aż do maja. Wobec tego może zachęcę choć kilka osób do zapoznania się z Tau, a być może do pójścia na jego koncert!

Kto to ten Tau, czyli Piotr Kowalczyk? Krótko mówiąc, chrześcijański raper, wcześniej znany jako Medium, jakiś czas temu nawrócony. W grudniu 2014 roku wydał płytę „Remedium”, i właśnie o niej pisałam w pierwszym akapicie. Wiecie, na rapie się nie znam, ale czytałam kilkanaście recenzji „Remedium”, same pozytywne. No dobra, jedną negatywną, ale nie była merytoryczna, a jej autor pisał po polsku w stylu „kali jeść, kali pić, Tau rapować”. Nie ma sensu się o nią spierać. 



Łatwo się domyślić, że Tau na płycie rapuje o Bogu i na chwałę Boga, ale nie nachalnie. Wszyscy ludzie poszukujący Boga powinni się zapoznać z tym albumem. I w ogóle WSZYSCY. Jego teksty, jego postawa, ratują mi życie od grudnia. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale uwierzcie mi, że tak właśnie jest.




Teraz zasadnicza część relacji z koncertu, czyli 3 zdania na krzyż, ale kogo to. Grunt, żebyście poznali, posłuchali, poszli na koncert.

5 marca muzyk zawitał do Wrocławia. Pierwszy raz byłam w klubie Fabryka Gwoździ. Całkiem tam przyjemnie, na parkiecie zmieści się jakieś 150 osób, jeżeli mnie wyobraźnia nie myli. Scena mała, ale artysta – wielki. Tau wyszedł na scenę około godziny 22, wcześniej były supporty, o których nie będę więcej pisać, bo nie podobały mi się, i prawdę mówiąc, podczas nich siedziałam gdzieś na uboczu i walczyłam z bólem brzucha. Wyleciałam nawet na 10 minut do apteki, aby walka była skuteczniejsza. Na szczęście kiedy pojawił się Tau, samopoczucie od razu poszybowało w górę, a ból brzucha zamienił się w nicość.

Udało mi się zdobyć plakat! Wiecie, czyje miejsce zastąpił na mojej jakże modnej boazerii?
Elvisa Presleya i Jima Morrisona. Sorry, chłopaki.
Już dawno chciałam ściągnąć ich plakaty. Nie są dla mnie autorytetami. 


Słuchajcie, jaka była zróżnicowana publiczność: szesnastolatki, studenciaki, młodzi mężczyźni w bluzach z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna”, ja w koszulce Luxtorpedy, księża, facet w koszulce z młodym Grzegorzem Ciechowskim, no po prostu… sami fajni, dobrze wyglądający ludzie, to była moja pierwsza myśl. Potem było tylko lepiej, kiedy okazało się, że wszyscy zagadują do siebie nawzajem, pytają „od kiedy słuchasz Tau?”, lub, moje ulubione „fajna koszulka!”, a po koncercie dzielą się wrażeniami. Czułam się świetnie będąc wśród nich. Nikt tam nie był przypadkiem. Wszyscy znali teksty, darli się wniebogłosy, a Tau, co tu dużo mówić, już w pierwszych chwilach wywołał uśmiech na twarzach ludzi zapełniających parkiet. To jest tak radosny człowiek, tak przepełniony wdzięcznością, z niesamowitą charyzmą i błyskiem w oku, i przede wszystkim z misją dzielenia się miłością. Rapował utwory z płyty Remedium (między innymi „Logo land”, „BHO”, „Magiczne słowa”, „List motywacyjny”, „Nawigator”). Zaprosił też na scenę Agnieszkę Musiał, z którą zaśpiewał „Ostatni raz” i „Puk puk”. Było także kilka utworów z czasów Medium.

Po koncercie. Plakaty Tau zdobiły Wrocław ;)


Po bisach Tau podpisywał płyty, rozmawiał z fanami, pozował do zdjęć. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Udało mi się powiedzieć do niego 4 bardzo ważne dla mnie słowa (choć nie były to magiczne słowa;)), a to, jak zareagował, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie wchodząc w szczegóły, wyszłam z tego koncertu żywsza. Bo bywam trupem, jak każdy czasem, wiecie. Wyszłam żywsza i z mocnym postanowieniem, że zrobię wszystko, żeby zjawić się na jeszcze jednym koncercie Remedium Tour. Tau zagra między innymi w Koszalinie, Gdańsku, Radomiu, Poznaniu, Zielonej Górze, Częstochowie… Chodźcie ze mną! Szukam kompana! 

Mój osobisty egzemplarz "Remedium" zyskał jeszcze większą wartość - autograf!


Tau jest artystą absolutnie niesamowitym… Tyle słońca wprowadził, tyle uśmiechu wywołał! Słuchajcie go, bo ten człowiek robi wiele dobrego, ma dużo do powiedzenia, warto też poznać jego historię. Niezapomniany wieczór. Polecam jego „Raporty z wojny o duszę”, są na Youtube.





4 komentarze:

  1. Również byłem na tym wydarzeniu. Koncert wywarł na mnie bardzo silne wrażenie, Tau - choć jestem z Nim od kilku lat, wciąż mnie zaskakuje (rzecz jasna pozytywnie). Koncert bardzo pozytywny i motywujący, płyta nie wychodzi od kilku tygodni z odtwarzacza, a Jego muzyka towarzyszy mi praktycznie wszędzie - w domu, w komunikacji miejskiej, w szkole. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koncert pozytywny i motywujący - oj tak... jak wszystkie słowa jego utworów :)

      Usuń
  2. Zostałam zacytowana! *idę się popluskać w blasku sławy!* <3

    OdpowiedzUsuń