niedziela, 7 lipca 2013

Maria Nurowska "Sergiusz, Czesław, Jadwiga", 2013

Trzeba być odważnym, aby pisać o Czesławie Miłoszu. I to pisać krytycznie, a jednocześnie bardzo dobrze i wciągająco.


Stopniowo poznaję literaturę Marii Nurowskiej. Sięgam po powieści najnowsze, jak i te starsze. Ani razu się jeszcze nie zawiodłam, lubię jej charakterystyczny styl, smutek i emocje, które przemyca na karty książki. Dotychczas czytałam powieści, w których głównymi bohaterkami były kobiety. „Sergiusz, Czesław, Jadwiga” nieco się różni od tamtych, bo oprócz kobiety, najważniejszymi osobami są mężczyźni. Mężczyźni nieprzypadkowi, a przynajmniej jeden z nich znany jest każdemu Polakowi. Chodzi o Czesława Miłosza i Sergiusza Piaseckiego.

Narratorką jest Anna, którą poznajemy jako studentkę polonistyki. Los sprawia, że poznaje osobiście Sergiusza Piaseckiego, i postanawia zostać jego biografką. Spotyka się z nim, zapisuje i nagrywa rozmowy. Jest w jakiś sposób zafascynowana pisarzem, ale ich relacje wcale nie wyglądają nieskazitelnie. Dyskusjom i różnicom zdań nie ma końca. Głównym wątkiem, który zaprząta głowę biografki, jest relacja Sergiusza Piaseckiego z Czesławem Miłoszem, która również do najlepszych nie należała. Delikatnie mówiąc, mężczyźni nie przepadali za sobą, a przyczyną tego była między innymi kobieta – Jadwiga Waszkiewicz. Anna całe serce i czas wkłada w to, aby poznać i wyjaśnić historię tego tajemniczego trójkąta miłosnego. Poświęca na to kawał swojego życia – pod koniec książki nie jest już studentką polonistyki, ale szanowanym w środowisku pracownikiem uczelni. Niewiele o niej wiemy, ale nie ma takiej potrzeby, bo Anna nie jest w tej książce najważniejsza. Musiała jednak zostać wprowadzona jej postać, aby nie była to typowa biografia pisarza. Jest sporo przypisów i fragmentów literatury Piaseckiego i Miłosza, ale ciągle czyta się ją jak wciągającą opowieść a nie zbiór faktów.

Podziwiam ogrom pracy, jaki Maria Nurowska włożyła w powstanie powieści „Sergiusz, Czesław, Jadwiga”. Miłe jest to, że znana i uznana pisarka swoją powieścią popularyzuje sylwetki i literaturę innych literatów, mimo że wcale nie przedstawia ich jako ludzi godnych naśladowania. Mnie zachęciła do sięgnięcia po słowo Miłosza (po raz kolejny) i po słowo Piaseckiego (po raz pierwszy). O tym, że sięgnę po kolejne książki Nurowskiej, chyba nie muszę wspominać.

Recenzja opublikowana na dlaLejdis.pl

1 komentarz: