piątek, 3 maja 2013

"Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj, pulpecie", Publicat, 2013

www.najlepszyprezent.pl

Trochę się w ostatnim czasie ulotniłam stąd, a to z powodu dwóch skrajności: pracy oraz lenistwa. W ciągu ostatnich trzech dni osiągnęłam już chyba szczyt tego drugiego. Taka majówka zimna, chmurna, durna i ponura, że nosa się nie chce za drzwi wystawiać. Do tego nerwicodepresja i gotowe – Hania cały dzień leży i ogląda serial, zaglądając od czasu do czasu do książek. Bynajmniej nie są to książki pomocne do napisania pracy magisterskiej, którą już kilka dni temu powinnam zacząć tworzyć. 

Niedawno przeczytałam jedną z najzabawniejszych biografii ever, a była to biografia Paula Newmana autorstwa Shawna Levy’ego. Dlaczego najzabawniejsza? Bo Paul Newman był niesamowitym żartownisiem! Moją recenzję można przeczytać w Gazecie Młodych, również w wersji elektronicznej. Jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam, polecam po stokroć tę książkę, nie tylko fanom aktora: Paul Newman - Gazeta Młodych

Majówkowe lenistwo próbuję przezwyciężyć aktywnością fizyczną. Od kilku miesięcy co chwilę obijało mi się o uszy nazwisko pewnej osoby, dzięki której ponoć można odmienić swoje życie. Tak, tak, to Ewa Chodakowska. No to odmieniam swoje życie z Ewą od czterech dni. Pocę się, serce wali, zakwasy męczą, ale satysfakcja jak stąd do Laosu! Tego lata zaliczam dwa wesela, więc kilka centymetrów mniej w pasie będzie jak znalazł. Dodatkową motywacją jest książka. Tym razem nie Ewy Chodakowskiej, ale Katarzyny Bosackiej.

„Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie” to książka na jeden wieczór. Jedna z wielu, które mają zmotywować do odchudzania się, albo chociaż prowadzenia zdrowego stylu życia. Można obok niej przejść obojętnie, albo w końcu wziąć się w garść, aby za kilka tygodni lub miesięcy spojrzeć w lustro i krzyknąć: „O ja, to ja?!”. Właśnie tak mam zamiar zrobić.

Katarzyna Bosacka jest dziennikarką prasową i telewizyjną, autorką programów propagujących zdrowie. Kiedyś natknęłam się na jeden z odcinków, i od tej pory kupuję ketchupy składające się z pomidorów, a nie koncentratu pomidorowego. O niebo lepsze i zdrowsze. Moi znajomi już wiedzą, że gdy zaprasza się Hanię do domu, w lodówce trzeba mieć dobry ketchup, bo jestem ketchupożercą.

Kasia Bosacka na wstępie funduje czytelniczkom zastrzyk motywacji, przedstawiając tradycyjne wymówki: „nie mam czasu”, „nie stać mnie na to” i oczywiście „geny”. Srutki tutki Moje Drogie, to nie geny sprawiają, że pożeramy ciasta! Dziennikarka podpowiada, jak zacząć, proponuje zdrowe nawyki i opowiedzenie całemu światu, że od dzisiaj zamiast coli pijemy wodę. Namawia na dietę garstkową i aktywność fizyczną, dla motywacji opisując swój własny trening. Kto by pomyślał, że w tego typu książce poznam życiorys… Oprah Winfrey?! Po chwili nie miałam wątpliwości: przecież Ameryka chudnie i tyje z Oprah. Myślę, że autorka opisała diety znanej dziennikarki ku przestrodze – nie tykaj się „cudownych diet”! Przeczytamy także rady, jaki chleb, kasze, makaron, owoce, wodę czy mięso kupować. Słowem – wszystko, co w twojej lodówce powinno się znaleźć. Jest także rozdział „Herbata nie odchudza”. Jasne, że sama w sobie nie odchudza, ale nikt nie przekona mnie, zagorzałej fanki zielonej herbaty, że nie ma ona dobrego wpływu na przemianę materii. Sprawdziłam na sobie i polecam wszystkim, oczywiście zwykłą zieloną herbatę liściastą, a nie żadną „odchudzającą”, lub, o zgrozo, przeczyszczającą. Bardzo się cieszę z przepisów zamieszczonych na końcu książki. Nie są wyszukane, za to proste i szybkie do zrobienia, a składniki znajdziemy w każdym sklepie spożywczym. Mój ulubiony łosoś i filet z kurczaka będzie teraz mniej kaloryczny, jest radość :)

Niby w tej książce nie ma nic odkrywczego, ale sposób pisania Bosackiej (przy pomocy trzech redaktorek) bardzo mi odpowiada. Cięty język, dystans do siebie („jestem pulpetem”), opisywanie własnych treningów i złości do trenera – to serio motywuje. Wiadomo jak jest – kiedy czytamy książkę autorstwa kobiety, którą kojarzymy z telewizji jako panią przy kości, a nie wysportowaną sportsmenkę, na której widok mamy ochotę tylko westchnąć „rany… nigdy taka nie będę”, zaczynamy wierzyć, że wszystko jest możliwe. Czytamy książkę pulpeta i anonimowego żarłoka,  który na własnym przykładzie pokazuje, że warto wziąć się za siebie. Szkoda tylko, że w książce nie ma żadnego zdjęcia Katarzyny Bosackiej, ale z ciekawości któregoś dnia włączę telewizor i zobaczę, czy rzeczywiście tak „cudnie schudła”.

To, co mnie lekko odstraszyło, to opracowanie graficzne publikacji. Pstrokata okładka, a w środku grafiki, które według mnie są mało konsekwentne i nie pasują do siebie – raz są to wysokiej jakości zdjęcia pożywienia, raz komiksowe „pulpety”. Nie zauważyłam za to błędów stylistycznych czy ortograficznych, co często zdarza się w tego typu publikacjach.

Napisałam na wstępie, że to książka na jeden wieczór. Małe sprostowanie: przeczytasz w jeden wieczór, a będziesz do niej wracać kiedy tylko zechcesz – po przepisy lub aby sprawdzić, ile kalorii ma dane warzywo czy owoc. 

1 komentarz:

  1. Kiedyś lubiłam ją oglądać w tv, ale tak jakoś ostatnio przestałam. Zdziwiona jestem, ze wydała książkę.

    Straszne te majówki! :( Taaakie plany byly ... (Czeladź: Ukeje i dziś Wyspa Słodowa Wroclaw. :( )
    A tu tylko opcja pójścia na Kult i ew. Lao Che. (Pamietam, ze o nich pisałaś i zaraz poszukam czy jest coś o Kult czy warto! :) )
    Pozdrawiam

    Marta

    OdpowiedzUsuń