środa, 15 sierpnia 2012

„Freddie Mercury. Biografia legendy”, Lesley-Ann Jones, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012.


Boję się myśleć co by było, gdyby członkowie Queen nie postawili w swoim życiu muzyki na pierwszym miejscu. Freddie Mercury prawdopodobnie sprzedawałby ekstrawaganckie ubrania na targu, Brian May zostałby znanym astronomem, Roger Taylor byłby stomatologiem, a John Deacon depresyjnym basistą w jakimś garażowym zespole, o którym świat by nie usłyszał. Boję się myśleć, co by było, gdyby Freddie nie opuścił Zanzibaru. A już największym myślowym wstrząsem jest idea, że czwórka tych wybitnych muzyków daje za wygraną, kiedy jeszcze nikt nie poznał się na ich geniuszu a drzwi wszystkich wytwórni płytowych były przed nimi zamykane. Co by było, gdyby odpuścili sobie długą i żmudną drogę do sukcesu? 

Nie, nie, odganiam od siebie te myśli. Spokojnie, wszystko poszło tak, jak trzeba. Płyta kręci się w odtwarzaczu, a ja czytam właśnie ostatnią stronę Biografii Legendy, serce bije mocniej niż zwykle, oczy zaszklone, lekki uśmiech i zaduma. Pierwsza myśl po odłożeniu książki: mam na półce skarb. Na półce skarb, w uszach The great pretender a w sercu – Freddie Mercury.

Ukłony w stronę Wydawnictwa Dolnośląskiego za wydawanie biografii  znanych osób w pięknej postaci. Wcześniej czytałam biografię Johnny’ego Casha tego samego wydawnictwa. Sięgając po kolejną pozycję, tym razem Biografię Legendy, znów się nie zawiodłam. Umocniłam się w przekonaniu, że za tymi porządnymi, twardymi oprawami w czarno-białych barwach kryją się świetnie napisane opowieści o niezwykłych ludziach. 

Autorka Lesley-Ann Jones, urodziwa dziennikarka muzyczna, znała osobiście Freddiego, świadczą o tym między innymi wspólne zdjęcia. Może dzięki temu nie obawia się wygłaszać własnych domysłów, poglądów, obserwacji. Jej uwagi są świetnym uzupełnieniem faktów, które przedstawia, co bardzo umila czytanie. Zwroty typu „Według mnie”, „Uważam, że…” sprawiają, że biografia to nie tylko zbiór suchych, wymienionych po sobie faktów, ale też bardzo przyjemna lektura. Odniosłam wrażenie, że autorka to bardzo wyluzowana babka, z którą można o wszystkim pogadać i przybić pionę, właśnie w taki sposób pisze. Czasem też, w bardzo pozytywnym sensie czułam, jakby tekst traktował o kumplu autorki, a nie o wielkiej gwieździe rocka.

Freddie i ja, Blackpool, 2012.
Queen słuchałam, odkąd tylko pamiętam. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy usłyszałam pierwszy raz ich muzykę, sikałam w pieluszki, kiedy rodzice słuchali Bohemian Rhapsody. Nie pamiętam też, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam koncert Queen na video. Ale od samego początku osoba Freddiego kojarzyła mi się z wielkością, siłą, zwycięstwem, również fizycznie wydawał mi się wysoki i mocno zbudowany, kiedy biegał po scenie emanując pewnością siebie. Nie zapomnę mojego zaskoczenia, kiedy pięć miesięcy temu odwiedziłam Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds w Blackpool (gdzie Queen grali koncert w 1974 r.) i stanęłam obok figury Freddiego. Pierwsza myśl: TAKI niski? Taki filigranowy?! Rzeczywiście, nie był może największej postury, ale miał w sobie coś takiego, że czuło się jego potęgę i wielkość.

W większości Biografia legendy oparta jest na wypowiedziach osób, które miały styczność z Freddiem. Mnóstwo wypowiedzi Briana Maya, Rogera Taylora, Jima Huttona (partnera Freddiego) i wielu, wielu innych. Lista osób, dzięki którym powstała książka, jest naprawdę długa. Historię wokalisty poznajemy od samego dzieciństwa spędzonego na Zanzibarze, poprzez dorastanie w szkole z dala od rodziców, ucieczkę do wielkiego świata, niestrudzone dążenie do sukcesu, wreszcie czasy kariery i smutne zakończenie. Cieszę się, że autorka nie zakończyła książki po opisaniu ostatnich dni Freddiego, ale poświęciła sporo miejsca na późniejsze losy zespołu, który przecież nadal istnieje. Historia Queen jeszcze się nie skończyła, ba, nie sądzę, żeby kiedykolwiek się skończyła! Ponad 20 lat po śmierci Freddie i jego muzyka nadal jest żywa w sercach fanów.

Kilka osób już opisywało życie i twórczość Mercury’ego. Czy w takim razie warto sięgnąć po świeżo napisaną, kolejną biografię? Według mnie tak. Lesley-Ann Jones przedstawia wiele wydarzeń w nowym świetle, niektóre z nich, dotąd uchodzące za niezaprzeczalne fakty, bez skrupułów obala. Dzięki niej poznałam na kartach książki osobę, która prywatnie była zupełnie inna, niż na scenie. Freddie: nieśmiały, ze wstydem zakrywający swoje zbyt duże i wystające zęby i spuszczający wzrok, kiedy poznaje nowe osoby? To właśnie on. Ten sam, który potrafił porwać setki tysięcy fanów na koncertach, który nabijał się z publiczności. Ten sam, a tak różny. Miło Cię poznać, Farrokh.

Obok prywatnego życia Freddiego autorka opisuje też twórczość Queen. Dowiedziałam się, które utwory skomponował wokalista, a które Brian May czy John Deacon. Trochę brakowało mi interpretacji i genezy tekstów piosenek, ale to niczyja wina. Freddie chciał, aby każdy interpretował utwory Queen po swojemu i odnosił do własnego życia. Jest za to rozdział w całości poświęcony Bohemian Rhapsody. Piosenka – arcydzieło. Jeżeli jest jakiś utwór, o którym można mówić i mówić, pisać i pisać, i którego można słuchać przez lata za każdym razem wzruszając się i zastanawiając o co chodzi w tekście, to właśnie Bohemian Rhapsody

Dopełnieniem treści są zdjęcia, jest ich sporo: Freddie z zespołem, Freddie z kochankiem, Freddie z Mary Austin, Freddie w królewskiej pelerynie, Freddie z kotem. Jest co oglądać. A gdyby po przeczytaniu książki umknęło komuś coś ważnego z życia artysty, wystarczy zajrzeć na ostatnie strony. Są na nich wymienione chronologicznie ważne wydarzenia z życia piosenkarza oraz dyskografia zespołu Queen. Dobra robota, mówiąc krótko.

Jeśli jesteś fanem Queen, wiedz jedno: musisz to, skarbie, przeczytać!

Wydawnictwo Dolnośląskie - dziękuję!

2 komentarze:

  1. Czy to nie jest nowe wydanie biografii definitywnej L.A. Jones? Książki opublikowanej paręnaście lat temu ? Mam nadzieje, ze chociaz te rażące błedy merytoryczne poprawili - gdybym tak nie uwielbiala Freddiego nie dalabym rady przebrnac przez ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
  2. Racja, dzisiaj się dowiedziałam, że jest to nowe wydanie Biografii definitywnej, uzupełnione i przeredagowane. Nie czytałam pierwszego wydania, ale mam wrażenie, że błędy zostały poprawione. Autorka często wspomina, że niektóre sytuacje, wcześniej kłamliwie opisywane, dopiero teraz zostały sprostowane, więc liczę na to, że Biografia Legendy ukazuje niezamazaną prawdę :)

    OdpowiedzUsuń